komentarzbiblijny.pl

"A jeśli ktoś uważa, że coś wie, to jeszcze nie wie tak, jak wiedzieć należy ... Po części bowiem poznajemy i po części prorokujemy" (1 Kor. 8:2, 13:9)

jesteś tutaj: > > >


Krótki traktat o metodzie interpretacji Biblii na przykładzie doktryny Trójcy

Przedmiotem wykładu jest analiza dwóch rodzajów rozumowania - dedukcji i redukcji - w celu pokazania, do jak różnych wniosków można dojść w tym samym przedmiocie, stosując te dwie różne metody. Badacze Biblii powinni mieć przynajmniej świadomość, jaką metodę dowodzenia stosują, aby skuteczniej móc ustrzec się jej błędów. Na przykładzie doktryny Trójcy pokazuję w wykładzie na wielu przykładach, jakie ryzyka wiążą się z rozumowaniem redukcyjnym i dlaczego dedukcja jest preferowaną metodą interpretacji Biblii, a z całą pewnością bezpieczniejszą w dochodzeniu prawdy. Słabością redukcji trynitarnej jest niemożność wykazania na gruncie Biblii współistotności Boskich Osób. Fragmenty, które przypisują Jezusowi cechy Boskości, są interpretowane jako potwierdzenie prawdziwości Trójcy, tymczasem one wszystkie - bez wyjątku - potwierdzają "tylko" tyle, że Zbawiciel posiada cechy Boskości. Nie wskazują natomiast na jego współistotność w jednym trynitarnym Bóstwie.

Pułapka rozumowania redukcyjnego

Pismo Święte konsekwentnie realizuje w swoim nauczaniu zasadę "trochę tu, trochę tam" (Iz. 28:13). Nie znajdujemy w nim definicji w stylu "X to jest..." lub "Y polega na..." Definicje te musimy wyprowadzić sami na podstawie różnych wypowiedzi Słowa Bożego dotyczących danego tematu. Poprawnie poprowadzony proces interpretacji Biblii ma zatem postać rozumowanie dedukcyjnego, w którym określone przesłanki prowadzą do określonych, opartych na nich wnioskach. W literaturze dedukcję często określa się mianem rozumowania niezawodnego, ponieważ prawidłowo przeprowadzony proces powinien zakończyć się prawdziwym wnioskiem. W praktyce jednak bardzo często podejmujemy proces odwrotny. Wnioski bowiem zostały już wyprowadzone przez ojców wyznania, którego jestem członkiem. Sięgam jednak po Biblię, aby moja wiara była świadoma i w pełni ugruntowana na Słowie Bożym, a nie tylko ludzkim. Zachodzi zatem rozumowanie odwrotne do dedukcji, które literatura fachowa określa mianem redukcji, a mianowicie dobieranie przesłanek do gotowego wniosku.

W przeciwieństwie jednak do dedukcji, redukcja wiąże się z ryzykiem, w które wszyscy w różnym stopniu popadamy, a z którego warto sobie zdawać sprawę. Przyjmijmy zatem, że mamy trzy fragmenty Biblii: A, B i C, z których każdy określa pewną cechę badanego przedmiotu. Skutkiem prawidłowo przeprowadzonej dedukcji będzie definicja przedmiotu, która wskaże jego cechy A, B i C. W przypadku redukcji natomiast mam definicję, która obejmuje cechy A, B i C i sięgam po Biblię, aby tę definicję potwierdzić. I co się często dzieje: znajduję werset, który potwierdza cechę A i wnioskuję, że jest to potwierdzenie całej definicji. NIE. Jest to potwierdzenie poprawności definicji w zakresie cechy A, a nie definicji jako takiej. Następnie znajduję jeszcze dwa wersety: jeden w zakresie cechy A, a drugi w zakresie cechy B. Konkluduję, że skoro mam już nie jeden, a trzy wersety, to znaczy, że definicja jest prawidłowa. BŁĄD. To znaczy tyle, że jest ona prawidłowa w zakresie cech A i B.

Warto mieć na uwadze istnienie tej pułapki. Dlaczego chrześcijanom różnych wyznań tak trudno jest uzgodnić wspólne stanowisko, choć wszyscy dysponujemy tym samym zestawem danych (w postaci tego samego tekstu Biblii)? Ponieważ zbyt często posługujemy się logiką redukcyjną bez zważania na wyżej opisane ryzyko błędu. Jeśli chrześcijanin X dowodzi definicji ABC na podstawie wersetu A, a chrześcijanin Y dowodzi definicji BCD na podstawie wersetu D, to rzeczywiście mamy wrażenie, jakbyśmy mówili różnymi językami. Jest oczywiście także problem danych, na których się opieramy. W powyższym przypadku prawidłowo wyprowadzona definicja powinna uwzględniać zarówno cechę A, jak i cechę D. Często jednak pozostajemy na swoim stanowisku, ponieważ moim celem nie była modyfikacja własnego poglądu, a jego potwierdzenie. Poglądów zmieniać nie chcemy. Zwłaszcza jeśli jestem członkiem swojego wyznania, dopuszczenie do siebie myśli, że mój kościół naucza błędu, stawia mnie w bardzo niewygodnej i niebezpiecznej pozycji. Z jednej strony muszę zainwestować wiele czasu i energii, żeby tym razem na drodze dedukcji dowiedzieć się, czego tak na prawdę uczy Biblia, a z drugiej strony ryzykuję utratę społeczności braterskiej. Tego nikt nie chce i każdy się przed tym broni, choćby za cenę intelektualnej i duchowej uczciwości.

Współistotność Osób Trójcy

Postępując jednak dalej w temacie, tytuł wykładu obiecuje analizę metody interpretacji Biblii na przykładzie doktryny Trójcy. Temat jest szczególnie wymagający, ponieważ dla 90 proc. chrześcijan jest to podstawowa nauka i fundament wiary. Podawanie jej w wątpliwość uruchamia wśród jej zwolenników przede wszystkim psychologiczny/ podświadomy odruch obronny, znacznie rzadziej dedukcyjną analizę w oparciu o zapis Biblijny. Szczególna trudność doktryny trynitarnej związana jest z warunkiem współistotności trzech Boskich osób. Tak definiuje to zagadnienie Katechizm Kościoła Katolickiego:

(252) Kościół posługuje się pojęciem "substancja" (oddawanym niekiedy także przez "istota" lub "natura"), by określić Boski Byt w jego jedności, pojęciem "osoba" lub "hipostaza", by określić Ojca, Syna i Ducha Świętego w tym, czym rzeczywiście różnią się między sobą, a pojęciem "relacja", by określić fakt, że rozróżnienie Osób Boskich opiera się na Ich wzajemnym odniesieniu do siebie.

(253) Trójca jest jednością. Nie wyznajemy trzech bogów, ale jednego Boga w trzech Osobach: "Trójcę współistotną". Osoby Boskie nie dzielą między siebie jedynej Boskości, ale każda z nich jest całym Bogiem: "Ojciec jest tym samym, co Syn, Syn tym samym, co Ojciec, Duch Święty tym samym, co Ojciec i Syn, to znaczy jednym Bogiem co do natury". "Każda z trzech Osób jest tą rzeczywistością, to znaczy substancją, istotą lub naturą Bożą".

Szczególną uwagę w powyższych definicjach należy zwrócić na pojęcie osoby. W teologii katolickiej bowiem osoba nie jest osobnym bytem, ale manifestacją (hipostazą) Bytu. Jest zatem jeden Bóg - jeden Boski Byt - który manifestuje się na trzy różne sposoby; w pewnym sensie przedstawia się człowiekowi jako Ojciec, Syn i Duch Święty, będąc w rzeczywistości jednym i tym samym Bogiem. Ta Boska cecha, którą Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa współistotnością, jest jednocześnie najtrudniejsza do wykazania na gruncie tekstu Biblijnego, a w moim przekonaniu - do wykazania niemożliwa. Oczywiście, apologeci Trójcy przedstawiają na poparcie tej doktryny rozmaite wersety w drodze analizy redukcyjnej, jednak dowody te są obciążone wadą, o której pisałem wcześniej w wykładzie, tzn. nie dowodzą istnienia cechy, na poparcie której są przywoływane. Najlepszym testem, który warto przeprowadzić, jest test analizy dedukcyjnej - czy gdybym nie znał doktryny, którą staram się wykazać, zinterpretowałbym ten werset w taki sposób?

Chrzest w imię Ojca, Syna i Ducha św.

Czy człowiek, który nigdy nie słyszał o Trójcy, mógłby wywnioskować na podstawie , że jest jeden Bóg w trzech osobach? Werset ten jest przywoływany jako koronny argument wskazujący na prawdziwość tej doktryny. Wyjaśniają autorzy Katechizmu: "Chrześcijanie są chrzczeni 'w imię' - a nie 'w imiona' - Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ponieważ jest tylko jeden Bóg, Ojciec wszechmogący, i Jego jedyny Syn, i Duch Święty: Trójca Święta" (233). Analiza redukcyjna skupia sie zatem na elemencie imienia: jest jedno imię (jedna nazwa), musi być jeden trynitarny Bóg. Analiza dedukcyjna zwróci jednak uwagę na to, że jesteśmy chrzczeni (zanurzani, gr. baptizo) "w imię". Warto zaznaczyć, że nie mamy tutaj do czynienia ze składnią 'robić coś w imieniu/ zamiast kogoś', mielibyśmy bowiem baptizo w celowniku, tymczasem w badanym wersecie mamy biernik. Faktycznie zatem jesteśmy chrzczeni w imię. Z całą pewnością imię nie oznacza tutaj dwóch rzeczy: po pierwsze, nie oznacza bytu, bowiem nasze zanurzanie w inny byt w sensie substancji jest zwyczajnie niedorzeczne; po drugie, nie oznacza imienia w sensie nazwy, ponieważ ma to taki sam sens, jak zanurzanie w byt. Jeśli nie mogę zanurzyć się w imię, to znaczy, że imię tutaj nie odpowiada nazwie, a to z kolei znaczy, że argument 'jedno imię = jeden Bóg w trzech osobach' nie ma racji bytu.

Autorzy Katechizmu nie stosują zatem argumentacji, która w sposób bezpośredni wynika z tego wersetu. Lekceważą bezpośredni kontekst, skupiając się zamiast tego na jednym słowie, które ma wykazać wynikanie doktryny Trójcy z tego nakazu Pańskiego. Nie mówimy zatem o wyprowadzeniu znaczenia z tekstu, ale wpisaniu go w ten tekst. Analiza redukcyjna często do tego się właśnie sprowadza - do uchwycenia się jednego słowa czy wątku znaczeniowego nie dla wyprowadzenia znaczenia, ale nadania nowego znaczenia badanemu fragmentowi. Czym zatem jest imię, w które jesteśmy zanurzani, to inny wątek tej sprawy. Zainteresowanych czytelników odsyłam do komentarza do . Tutaj natomiast chcę podkreślić absolutnie pokrętną logikę trynitarzy, którzy odczytując 'imię' w sposób dosłowny, dowodzą istnienia trójosobowego Boga. Jeśli z kolei imię, o którym mówi Mt. 28:19, nie jest nazwą, tylko atrybutem, fraza "imię Ojca, Syna i Ducha św." jest równoległa w sensie i strukturze do frazy "samochód Asi, Kasi i Marka". Asia, Kasia i Marek nie są jednym bytem, ponieważ mają wspólny samochód i podobnie Ojciec, Syn i Duch św. nie są jednym bytem, ponieważ mają jedno "imię".

Z faktu zanurzania nas w imię nie może zatem absolutnie logicznie wynikać, że ponieważ jest to jedno imię/ nazwa, to jest jeden Bóg w trzech osobach. Podobnie gdybyśmy rozważyli zanurzanie w imieniu. Wcześniej pisałem, że gramatyka nie wskazuje na taki sens tutaj, ale nawet przyjmując go, nie dojdziemy logicznie do wniosku, że są trzy Boskie hipostazy w jednym bycie. Jeśli bowiem robię coś za kogoś, to znaczy, że wykonuję jego pracę. Rzeczywiście w 2 Kor. 5:20 przeczytamy, że głosząc Ewangelię, "w miejsce Chrystusa sprawujemy poselstwo" - czyli niejako działamy w jego imieniu. Działanie w czyimś imieniu absolutnie nie oznacza jednak, że ten ktoś musi być jednym bytem. Asia, Kasia i Marek wysyłają mnie, żebym w imieniu całego zespołu poprosił szefa o podwyżkę. Idę zatem i proszę w ich imieniu. Moje występowanie w ich imieniu nie czyni ich automatycznie jednym bytem. W którąkolwiek stronę byśmy zatem nie rozpatrywali tej sprawy, zarówno chrzest w imię, jak i chrzest w imieniu nie prowadzi logicznie do wniosku, że jest jeden Bóg w trzech osobach. Nie prowadzi z pewnością metodą dedukcyjną.

Kilka innych przykładów...

Moim celem w tym wykładzie nie jest teraz analizowanie każdego wersetu, którym podpierana jest Trójca, i wskazywanie nieprawidłowości jego zastosowania. Chciałbym natomiast zwrócić uwagę Czytelnika na błędy logiczne, które popełniamy i które jesteśmy skłonni popełniać, przeprowadzając dowody prawdziwości wyznaniowych doktryn. Poniżej kilka dodatkowych przykładów:

Jn 10:30 "Ja i Ojciec jedno jesteśmy" - czy może być bardziej wyraźne potwierdzenie doktryny Trójcy niż Jn. 10:30? Werset ten stwierdza, że Jezus i jego Ojciec, chociaż są dwiema osobami, są jednością. Znowu jednak, aby uniknąć 'wpisywania' w ten fragment własnych treści, trzeba się na chwilę zatrzymać i zastanowić: werset ten stwierdza jedność Ojca i Syna, ale nie definiuje, czego ta jedność dotyczy. Ale czy może dotyczyć czegoś innego niż jedności bytu? Może. W bezpośrednim kontekście nasz Pan podkreśla jedność działania ze swoim Ojcem: "Dzieła, które wykonuję w imieniu mego Ojca, one świadczą o mnie ... Jeśli nie wykonuję dzieł mego Ojca, nie wierzcie mi. (38) A jeśli wykonuję, choćbyście mnie nie wierzyli, wierzcie uczynkom, abyście poznali i uwierzyli, że Ojciec jest we mnie, a ja w nim" (Jn. 10:25,37,38). Jezus jest w Ojcu, a Ojciec w nim dzięki uczynkom - dzięki temu, że jako Boży posłaniec Jezus doskonale odzwierciedla chwałę charakteru Boga.

Jeśli to wyjaśnienie jednak miałoby nie wystarczyć, warto zwrócić uwagę na równoległą wypowiedź Pana w modlitwie do Ojca: "A nie jestem już na świecie, ale oni są na świecie, a ja idę do ciebie. Ojcze święty, zachowaj w twoim imieniu tych, których mi dałeś, aby byli jedno jak i my" (Jn. 17:11). Uczniowie mają być jedno w ten sam sposób, w jaki on i Ojciec są jedno. Oczywistym jest, że nie chodzi o jedność bytu. Jedność uczniów ma odpowiadać opisowi z 10. rozdziału Ewangelii Jana - ma to być jedność uczynków przez rozwój charakteru na obraz Chrystusa. Warto zwrócić uwagę, że Jezus utożsamia zachowanie tej jedności z pozostawaniem w imieniu Boga. Chrzest w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego, o którym pisałem w poprzednim śródtytule, ma nas 'zanurzyć' w imię Boga, tzn. ma nas uczynić na Jego obraz w charakterze. Ponieważ charakter Pana jest doskonałym odzwierciedleniem Boskiego charakteru, a Duch Święty jego doskonałą manifestacją (osobowość Ducha Świętego to osobne zagadnienie), uzasadnione jest użycie formy pojedynczej "imię" zamiast "imiona" w Mt. 28:19. W sensie wykonywania Boskich zasad sprawiedliwości nie ma bowiem różnicy między Ojcem, Synem i Duchem - wszyscy 'pracują' w kierunku ich zachowywania i promowania. Wyprowadzenie z Jn. 10:30 wniosku, że są trzy osoby Boskie w jednym trynitarnym bycie, wymaga zatem zlekceważenia niemałej liczby przesłanek i kontekstowych oświadczeń Słowa Bożego.

Rdz. 1:26,27 "Potem Bóg powiedział: Uczyńmy człowieka na nasz obraz według naszego podobieństwa; niech panuje nad rybami morskimi i ptactwem niebieskim, nad bydłem i całą ziemią oraz nad wszelkimi zwierzętami pełzającymi, które pełzają po ziemi. (27) Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boga go stworzył; stworzył ich mężczyzną i kobietą" - argument trynitarny jest następujący: ponieważ Bóg mówi do kogoś 'uczyńmy', a potem jest powiedziane w liczbie pojedynczej "Stworzył więc Bóg", to znaczy, że Bóg jest w trzech osobach. Absolutnie nie. Trzeba jednak na początek wyjaśnić jedno nieporozumienie związane z tłumaczeniem, a mianowicie Bóg nie stworzył człowieka na swój obraz (werset 27), tylko na swoje podobieństwo. Występujące tutaj hebrajskie celem tłumaczone jako 'obraz' nie oznacza w języku hebrajskim wiernej kopii, ale wyobrażenie lub podobieństwo; pokrewne celel oznacza cień, calal - rzucić cień. Pan Bóg wyraża zatem w wersecie 26 zamiar stworzenia człowieka w dwóch etapach: najpierw na swoje podobieństwo i realizuje ten etap w Edenie, o czym informuje werset 27; potem na swój obraz i dopiero w Nowym Testamencie dowiemy się, że ten cel realizowany jest w Jezusie Chrystusie (). Stąd w Rdz. 1:26,27 znajdujemy formę mnogą 'uczyńmy'.

Z faktu, iż Pan Jezus uczestniczy z Ojcem w stwarzaniu doskonałego człowieka, nie możemy jednak w prostej linii wyciągać wniosku, że w gruncie rzeczy są jednym trynitarnym bytem. Tłumaczenie celem w wersecie 27 jako 'obraz' jest ewidentną manipulacją - w wersecie 26 to samo słowo tłumaczone jest jako 'podobieństwo'. Poza tym, logicznie można wywodzić, że cień to nie jest obraz rzeczy, a co najwyżej jej podobieństwo poprzez zaznaczenie zewnętrznego obrysu. Adam w Edenie też, wbrew powszechnej opinii, nie został stworzony doskonałym. Został stworzony 'bardzo dobrym', jak o tym wprost informuje Rdz. 1:31, ale nie doskonałym. Drugi etap aktu stwórczego człowieka odbywa się zatem w osobie Jezusa Chrystusa, który przychodzi, aby wydać świadectwo prawdzie poprzez ukazanie wzoru doskonałego posłuszeństwa (Jn. 18:37). Postępując tym wzorem, dzięki mocy ducha świętego rzeczywiście stajemy się zrodzonymi dziećmi Bożymi uczynionymi na Boży obraz (). Trynitarna interpretacja jest zatem kolejną próbą 'wpisania' w tekst Biblijny treści, które w żaden sposób z niego nie wynikają, posługując się przy tym zmanipulowanym tłumaczeniem i lekceważąc inne kontekstowe przesłanki Słowa Bożego.

Jn. 10:17,18 "Dlatego Ojciec mnie miłuje, bo ja oddaję swoje życie, aby je znowu wziąć. (18) Nikt mi go nie odbiera, ale ja oddaję je sam z siebie. Mam moc je oddać i mam moc znowu je wziąć. Ten nakaz otrzymałem od mego Ojca" - moc jest przymiotem natury. Jeśli Pan Jezus miał moc samemu odzyskać swoje utracone życie, to znaczy, że jest Bogiem w Trójcy - tak przynajmniej brzmi argumentacja trynitarna. Fragment ten, analizowany dedukcyjnie, nie wspomina jednak słowem o relacji natury Jezusa ani względem Ojca, ani względem Ducha. W najlepszym wypadku można wnioskować o naszym Panu, że jest Bogiem, ponieważ taką moc posiada. Bliższa analiza nie pozwala jednak nawet i na ten wniosek. Moc w sensie oddziaływania fizycznego (a więc możności przywrócenia życia) to w języku greckim dynamis, tymczasem w tekście oryginału znajdujemy eksusia, która właściwie oznacza prawo do czegoś. Jezus ma prawo odzyskać swoje życie, ponieważ 'taki nakaz otrzymał od Ojca'. Bóg-Ojciec jest zatem źródłem możności Pana, aby odzyskać swoje życie. Nie ma tym samym w badanym fragmencie niczego, co wspierałoby interpretację trynitarną - może poza błędnym tłumaczeniem na język polski.

Flp. 2:6-8 "Który, będąc w postaci Boga, nie uważał bycia równym Bogu za grabież; (7) Lecz ogołocił samego siebie, przyjmując postać sługi i stając się podobny do ludzi; (8) A z postawy uznany za człowieka, uniżył samego siebie i był posłuszny aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej" - czego dowodzi w temacie Trójcy ? W najlepszym przypadku tego, że nasz Pan był w postaci Boga i nie uważał tego za grabież. Nie wynika stąd, że był częścią Trójcy. Znowu jednak warto sięgnąć do oryginału. Greckie morfe nie oznacza bowiem natury/ substancji/ bytu, ale postać, sposób manifestowania się. To samo słowo pojawia się w wersecie 7. W oczywisty sposób "postać sługi" nie opisuje natury sługi, bo nic takiego nie istnieje. Sługa nie różni się naturą od swojego Pana (a przynajmniej z definicji nie musi), różne są natomiast okoliczności egzystowania, relacje, zakres władzy, etc. Tym samym równość z Bogiem, o której mówi część b wersetu 6, także nie opisuje natury.

Czy jednak Pan uważał się za równego Bogu? Greckie harpagmos może oznaczać akt rabowania lub rzecz, która ma być zrabowana. Przyjęcie pierwszego znaczenia prowadzi do tłumaczenia takiego, jak przytoczone powyżej. Jeśli przyjmiemy drugie, wówczas okazuje się, że nasz Pan "nie uznał bycia równym Bogu za rzecz, którą zamierzał przywłaszczyć". A to zupełnie zmienia znaczenie całego zdania. Tylko z przekładów dokonanych pod egidą trynitarnych wyznań Czytelnik się tego nie dowie.

Jn. 1:1,2 "Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo. (2) Ono było na początku u Boga" - argument trynitarny: "Bogiem było Słowo", a więc Jezus był/ jest hipostazą trójosobowego Boga. Nie. Po pierwsze, w najlepszym wypadku wynika z tego, że był Bogiem. O Trójcy nie ma tutaj ani słowa. Po drugie, określenie Bóg (gr. theos) opisuje w Biblii nie istotę, ale stanowisko, władzę. Mówi o tym najwyraźniej sam Jezus (Jn. 10:34-36). Tym bardziej określenie Pana mianem Boga nic nie mówi o jego naturze. Po trzecie, warto jeszcze rozpatrzyć aspekt gramatyczny. W grece bowiem znaczenie kształtuje coś, czego w języku polskim nie mamy: rodzajnik. W zdaniu "X jest Y", zarówno X, jak i Y wymaga użycia rodzajnika, aby można było mówić o tożsamości tych dwóch elementów. Taką sytuację znajdziemy w 1 Jn. 5:6 - "duch jest prawdą". Ponieważ obu rzeczownikom towarzyszy rodzajnik, możemy mówić zamiennie: "duch jest prawdą" lub "prawda jest duchem" - każda informacja jest prawdziwa.

Znacznie częściej rodzajnik towarzyszy tylko jednemu członowi, np. 1 Jn. 1:5 - Bóg jest światłem. Bóg posiada rodzajnik, światło - nie. Możemy zatem powiedzieć, że Bóg jest światłem, tzn. świetlistość jest Jego cechą; w drugą stronę to zdanie nie będzie prawdziwe: światło nie jest Bogiem. Podobnie 1 Jn. 4:8 - Bóg jest miłością. Analogiczna składania i podobne znaczenie: Bóg jest miłością, ponieważ miłość jest Bożą cechą. W drugą stronę nie powiemy - miłość nie jest Bogiem, ponieważ Bóg jest kimś znacznie więcej. Miłość i światło są więc cechami osoby Boga, charakteryzują Go. Tym samym rzeczownik bez rodzajnika przyjmuje funkcję przymiotnika - określa cechę, ale nie definiuje tożsamości. Kolejnym przykładem takiej składni jest Jn. 1:1. We frazie "Bogiem było Słowo" znajdujemy rodzajnik przed 'Słowem', przed 'Bogiem' go nie ma. Nie ma zatem także równoznaczności tych dwóch pojęć. Słowo było Bogiem, tzn. było Boskie, posiadało cechy, które charakteryzują osobę Boską. Nie oznacza to jednak, że było tożsame z Najwyższym Bogiem. Wyciąganie wniosków o istnieniu Trójcy jest więc nie tylko 'wpisywaniem' tej nauki w treść Jn. 1:1, ale jak się okazuje - również manipulacją dokonaną na osobach wierzących przez tłumaczy.

Boskość Jezusa

Oczywiście rzeczownik theos bywa stosowany w Piśmie św. wobec Pana Jezusa. Nie czyni go to jednak częścią Trójcy. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że rzeczownik ten bywa używany w stosunku do różnych osób. Jezus, cytując ze Starego Testamentu, odnosi go nawet do ludzkich sędziów (Jn. 10:34-36). Co więcej, Boska natura jest nadzieją jego Kościoła. Pisze wprost apostoł Piotr: "zostały nam dane bardzo wielkie i cenne obietnice, abyście przez nie stali się uczestnikami Boskiej natury" (). Jeśli zwykli, grzeszni ludzie mają perspektywę Boskiej natury ("uniknąwszy zepsucia, które wskutek pożądliwości jest na świecie", dopowiada Piotr), tym bardziej Boską naturę otrzymał nasz Pan, który zwycięsko przeszedł najcięższe doświadczenia. W Hbr. 12:2 apostoł Paweł pisze o Jezusie, który "z powodu przygotowanej mu radości wycierpiał krzyż, nie zważając na hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga". Gdyby Zbawiciel był hipostazą Trójcy, mowa o wystawionej mu radości byłaby nonsensem - jakąż to bowiem radość Absolut może sam sobie zgotować? Tym bardziej, że tą radością było znalezienie się "po prawicy tronu Boga", co w sposób oczywisty lokuje naszego Pana obok Ojca raczej niż z Nim utożsamia.

Nie chcę jednak pójść w stronę drugiej skrajności i powiedzieć, że Jezus był 'tylko' człowiekiem. Nie. Jn. 1:1 mówi wyraźnie, że był Boski, a więc nosił cechę Boskości. Tą cechą była choćby władza, którą Pan posiadał już w czasie swojej ziemskiej służby. On sam podkreśla to wyraźnie w kilku miejscach, m.in. w Mt. 11:27 ("Mój Ojciec przekazał mi wszystko" ESP), Jn. 3:35 ("Ojciec miłuje Syna i wszystko przekazał w Jego ręce" ESP) oraz bardzo wyraźnie w Jn. 17:1,2 - "Ojcze, nadeszła godzina. Obdarz chwałą swego Syna, aby i Syn Ciebie obdarzył chwałą. Przekazałeś mu władzę nad wszystkim, co żyje, aby On dał życie wieczne wszystkiemu, co mu dałeś" (ESP). Podobnie znajdziemy oświadczenia Słowa Bożego w sprawie Jego chwalebnej, Boskiej natury, np. w Hbr. 1:3 Paweł pisze o Jezusie, że jest 'blaskiem chwały i wyrazem istoty' samego Boga. I nic dziwnego. Jeśli Boska natura jest także udostępniona jego Kościołowi, tym bardziej on sam ją posiada. To nie czyni jednak naszego Pana hipostazą Trójcy. Wręcz przeciwnie, określenie jego natury mianem 'odblasku' i 'wyrazu' pokazuje raczej odrębność Chrystusa, który nie dzieli natury z Najwyższym, ale posiada odrębną naturę na obraz Boga.

Boska natura była jednak dla Zbawiciela radością, której się spodziewał. Podczas swojej służby natomiast był człowiekiem - posiadał naturę ludzką. Tej sprawy dyskutować nie można. Apostoł Jan pisze najwyraźniej: "Po tym poznacie Ducha Bożego: każdy duch, który wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga. (3) Każdy zaś duch, który nie wyznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, nie jest z Boga. Jest to duch antychrysta" (1 Jn. 4:2,3). Przy tym ciało jest tłumaczeniem greckiego sarks, które nie ma żadnych symbolicznych znaczeń - ono po prostu opisuje fizyczne ciało, mięso. A jeśli Jezus taką właśnie naturę posiadał, to po prostu wyklucza jego współistotność z Ojcem. Skoro "Bóg jest duchem" (Jn. 4:24), a Jezus człowiekiem, to w oczywisty sposób nie dzielą oni jednej natury. Podobnie w Hbr. 2:9,14 czytamy o Jezusie, który "stał się niewiele mniejszy od aniołów ... Ponieważ zaś dzieci są uczestnikami ciała i krwi, i on także stał się ich uczestnikiem". Trudno powiedzieć to wyraźniej. A jeśli Jezus był w naturze ludzkiej, to nie mógł być współistotny Ojcu zgodnie z katolicką definicją.

Nauka Słowa Bożego jest w gruncie rzeczy jasna w tym temacie, pod warunkiem, że wydobywamy wiedzę z Biblii, a nie traktujemy jej jako podpory dla pozabiblijnych doktryn. Wrócę do początku wykładu w kontekście Jn. 1:1. Logika redukcyjna i logika dedukcyjna. Logika redukcyjna mówi w tym miejscu tak: "Bóg jest w Trójcy, co potwierdza Jn. 1:1 mówiąc, że Bogiem było Słowo". Logika dedukcyjna natomiast przyjrzy się gramatyce tej wypowiedzi, jej kontekstowi i dopiero wówczas będzie wyciągać wnioski. Zupełnie inny jest zatem kierunek myślenia. Redukcja, jak pokazują powyższe przykłady i co potwierdzają badacze przedmiotu, jest obarczona znacznie większym ryzykiem błędu niż dedukcja. Dedukcja zbiera dowody i dopiero wówczas wyciąga wnioski. Katolicka redukcja postępuje w sprawie dowodzenia doktryny Trójcy zupełnie odwrotnie - tutaj wniosek jest bowiem gotowy. Trzeba go tylko uzasadnić. A że nie jest to proste, gwałci się gramatykę tekstu, pomija kontekst, wykrzywia znaczenia słownikowe. Powyżej omówione przeze mnie przykłady niektórych tylko fragmentów Biblii najwyraźniej to pokazują. Niech jednak ma świadomość każdy badacz Słowa Bożego, że takie metody nie mają nic wspólnego z dochodzeniem prawdy.


Słowa kluczowe: interpretacja Biblii, Trójca
 
Jeśli nie zaznaczono inaczej, cytaty pochodzą z przekładu Uwspółcześnionej Biblii Gdańskiej (2017)
 
Pozostałe przekłady wykorzystane w wykładzie:
ESP - Edycja Świętego Pawła
 
Data publikacji:
Ostatnia aktualizacja: 03-03-2022


komentarzbiblijny.pl