Ofiara ogniowa Eliasza typem na wiek Ewangelii
W 1 Krl. 18:20-40 znajdujemy opis 'pojedynku', do którego doszło między Eliaszem i prorokami Baala. W Izraelu bowiem za rządów Achaba kult Baala, promowany przez żonę króla Jezebel, znacznie się rozplenił. Bóg jednak w osobie swojego proroka Eliasza upomniał się o wierność przymierzu zawartemu z Izraelem. Eliasz poleca zatem zgromadzić lud na górze Karmel i przemawia do ludu, aby ten porzucił dwoistość umysłu i zdecydował, kto jest prawdziwym Bogiem. "Jeśli PAN jest Bogiem, idźcie za nim, a jeśli Baal, idźcie za nim". Ten prosty, mogłoby się wydawać, wybór jest zbyt trudny dla ludu, który "nie odpowiedział mu ani słowa" (1 Krl. 18:21). Eliasz przystępuje zatem do procedury, która ma rozstrzygnąć ten dylemat. Poleca ustawić dwa ołtarze i na każdym złożyć cielca, ale nie podkładać ognia. Spalenie ofiary ma bowiem być dziełem Boga, który w ten sposób okaże swoją wyższość i udzieli ludowi odpowiedzi, za kim powinni pójść. Nietrudno domyślić się, że modły proroków Baala nie przyniosły skutku i ich ofiara pozostała nietknięta. Natomiast w odpowiedzi na modlitwę Eliasza "spadł ogień PANA i pochłonął ofiarę całopalną i drwa, i kamienie, i proch. A wodę, która była w rowie, wysuszył" (1 Krl. 18:38).
Podstawową przesłanką dla interpretacji tego wydarzenia jest znaczenie postaci Eliasza. W wykładzie Dwa uderzenia Jordanu i rozdzielenie Eliasza i Elizeusza. Interpretacja 2 Krl. 2:8-14 szerzej pisałem o tym, dlaczego i w jaki sposób prawdziwie poświęcony lud Pański wieku Ewangelii - prawdziwy Kościół - wypełnił typ Eliasza. Podobnie jak Eliasz przemawiał do nominalnego ludu Bożego, rzecznicy Chrystusa przemawiali do nominalnego ludu przez cały wiek Ewangelii, stając w obronie prawdy. Wydarzenia na górze Karmel miały jednak swoje szczególne wypełnienie, co można stwierdzić najpierw na podstawie faktu, iż pojedynek Eliasza z prorokami Baala ma miejsce w trzecim roku suszy, który przypada na lata 1038-1398 (zobacz wykład Trzy i pół roku suszy za dni Eliasza). Po drugie, obiektem pojedynku jest ofiara - ofiara cielca. W ofiarach Dnia Pojednania cielec reprezentuje ofiarę Jezusa Chrystusa (zobacz wykład Dzień Pojednania. Interpretacja Kpł. 16). Trzeci dzień suszy miał zatem przynieść kontrowersję związaną z ofiarą Zbawiciela. Przegląd wydarzeń historycznych pokazuje, że taka kontrowersja istotnie miała miejsce, a związana była z ofiarą eucharystyczną.
Eucharystia jako dziękczynienie/ upamiętnienie
W tę noc, kiedy został wydany, nasz Pan spotkał się z apostołami na obchodach Paschy. Wiedząc jednak, co miało go spotkać jeszcze tego samego dnia, połamał chleb i rozdał go apostołom, polecając, aby czynili to 'na jego pamiątkę'. Podobnie wziął kielich i podał im, opatrując ten gest analogicznym poleceniem (1 Kor. 11:23-25). Apostoł Paweł określa tę celebrację mianem Wieczerzy Pańskiej. Przynajmniej od początku drugiego wieku poczęto posługiwać się terminem 'Eucharystia', nawiązując do dziękczynienia, które uczynił Pan przed połamaniem chleba (gr. eucharisteo [G2168]; 1 Kor. 11:24). Celem Wieczerzy Pańskiej miała być 'pamiątka', a więc upamiętnienie ofiarniczej śmierci Pana. Wydarzenie tak wielkie w historii ludzkości domaga się bowiem, aby o nim przypominać. "Ilekroć bowiem będziecie jedli ten chleb i pili ten kielich, śmierć Pana zwiastujecie, aż przyjdzie" (1 Kor. 11:26). Śmierć Pana opowiadacie. Jednocześnie Eucharystia przywodzi na myśl poczucie wdzięczności, jakim obdarzamy Boga i naszego Zbawiciela. Łamiąc chleb i pijąc z kielicha, dziękujemy Bogu, który przez swojego Syna zapewnił niezbędną cenę dla naszego zbawienia.
Bezdyskusyjny jest zatem związek Eucharystii z ofiarą odkupienia. W perspektywie Biblijnej mówimy o upamiętnieniu śmierci Chrystusa, która wyzwala lud Pański z niewoli grzechu, podobnie jak Pascha upamiętniała wyjście narodu wybranego z niewoli egipskiej. "Najwcześniejsi pisarze chrześcijańscy zdawali się rozumieć Eucharystię dokładnie w ten sposób, jako 'dziękczynienie'; wspólnotowe świętowanie wdzięczności. Celebracja Wieczerzy Pańskiej była w istocie składaniem dziękczynienia, 'eucharystią'. Ta ofiara wychwalania dziękowała Bogu za udział wspólnoty w zbawieniu już dokonanym przez zmartwychwstałego Pana, który sam powołał wspólnotę do swojego wyniesionego stanu" (Macy, 19). Tak rozumiana Eucharystia miała w sobie aspekt ofiarniczy. Opowiadając bowiem śmierć Pana, 'składamy Bogu ofiarę chwały, to jest owoc warg, które wyznają jego imię' (Hbr. 13:15). Mówimy zatem o ofierze Kościoła; o 'rozumnej służbie', którą wykonujemy posłuszeństwem nakazom Pańskim (Rzym. 12:1). Tym, co jest ofiarowane przez każdego członka społeczności podczas celebracji Wieczerzy Pańskiej, jest słowo dziękczynienia i postawa posłusznego serca.
Powyższe znajduje potwierdzenie w pierwszej zachowanej modlitwie eucharystycznej, która jest częścią "Nauczania Pana do narodów przekazanego przez dwunastu apostołów". Tekst, zwany w skrócie Didache, powstał w I połowie II wieku i należy do najstarszych dzieł literatury patrystycznej. W rozdziale XIV autor poleca wierzącemu czytelnikowi gromadzić się w dniu Pana, "by łamać chleb i składać dziękczynienie, a wyznawajcie ponadto wasze grzechy, aby ofiara wasza była czysta". Za co składano Bogu dziękczynienie - "Za życie i za poznanie, które objawiłeś nam przez Jezusa, sługę Twego ... Za święte Imię Twoje, które z woli twojej zamieszkało w sercach naszych, i za poznanie, i za wiarę, i za nieśmiertelność, które objawiłeś nam przez Jezusa, sługę Twego, Tobie chwała na wieki" 1). Chleb i wino reprezentują zatem te rzeczy, za które składamy dzięki; "duchowy pokarm i napój" nauk Ewangelii, które odżywiają najpierw umysły wierzących, a w dalszej konsekwencji ich ciała. Modlitwa ta jest w tym wymiarze zgodna z nauczaniem Nowego Testamentu, które utożsamia wino-krew z naukami rozwijającymi umysł i prowadzącymi do poświęcenia, a chleb-ciało z naukami budującymi charakter.
Warto zwrócić uwagę, że Didache mówi o łamaniu chleba w kontekście ofiary. Tak jest, jeśli mamy na myśli kontekst 'rozumnej służby', o którym wcześniej pisałem. Z czasem jednak we wczesnym kościele poczęto widzieć same elementy eucharystyczne jako ofiarę składaną przez wierzących podczas Wieczerzy Pańskiej. Myśl tę znajdujemy w pochodzącej z III wieku modlitwie Hipolita: "Przeto wspominając Jego śmierć i zmartwychwstanie, ofiarujemy Tobie chleb i kielich, zanosząc dziękczynienie za to, że uznałeś nas za godnych abyśmy stali przed Tobą i Tobie służyli. I prosimy Cię, żebyś zesłał Ducha Twego Świętego na ofiarę świętego Kościoła" 2). Tutaj już wyraźnie chleb i kielich są ofiarą składaną przez wierzących, choć nadal ma to miejsce w dotychczasowym kontekście upamiętnienia i dziękczynienia: "Przeto wspominając ... zanosząc dziękczynienie". Akcent zatem przesuwa się z wewnętrznego doświadczenia wiary w stronę podkreślenia znaczenia elementów eucharystycznych, które z funkcji symbolicznej awansują do poziomu istoty składanej ofiary. Nadal jednak składającym ofiarę jest wierzący Kościół.
Jezus polecił swoim naśladowcom jeść swoje ciało i pić jego krew. "Kto je moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (55) Moje ciało bowiem prawdziwie jest pokarmem, a moja krew prawdziwie jest napojem. (56) Kto je moje ciało i pije moją krew, mieszka we mnie, a ja w nim" (Jn. 6:54-56). Wczesny kościół bardzo szybko utracił z pola widzenia naukę, że człowiek to nie tylko materialne ciało i poruszające je 'tchnienie życia', ale także - a nawet przede wszystkim - 'człowiek wewnętrzny' obejmujący ducha umysłu i ciało charakteru. Co więcej, "nie zniechęcamy się, bo chociaż nasz zewnętrzny człowiek niszczeje, to jednak ten wewnętrzny odnawia się z dnia na dzień" (2 Kor. 4:16). Odnawia się, ponieważ je ciało i pije krew Pana - jego wewnętrznego człowieka. Przez przyswajanie sobie prawdy, której wyrazicielem był Chrystus, "zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę, za sprawą Ducha Pana" (2 Kor. 3:18). Ta nauka, jak powiedziałem, bardzo szybko została zagubiona, a chleb i wino poczęto odnosić do materialnego ciała i materialnej krwi Zbawiciela.
Pamiątkowa rzeczywista obecność/ cielesna rzeczywista obecność
Wielu w kościele nominalnym przyszło zatem do wniosku, że kiedy Jezus mówi "to jest moje ciało", ma na myśli materialne, narodzone z Marii ciało; kiedy mówi "to jest moja krew", ma na myśli krew rozlaną przez ofiarę krzyżową. Ojcowie greccy ubrali tę myśl w szaty metafizyki neoplatońskiej, w wyniku czego
... nacisk kładzie się na tajemnicę liturgii jako ofiary Chrystusa, a dokładniej jako pamiątkowej rzeczywistej obecności ofiary Chrystusa. Grecka koncepcja opierała się na greckiej teologii symbolicznej, w której symbol uczestniczy w rzeczywistości prototypu. Odpowiada to platońskiej idei kosmicznego prawa uczestnictwa niższych rzeczywistości w wyższych, uczestnictwa pośredniczonego przez boskie światło. Z perspektywy Ojców Greckich Duch Święty pośredniczy w uczestnictwie boskiej liturgii w rzeczywistości historycznej na analogii do boskiego światła systemu platońskiego. Stąd w tej teologii uniknięto niebezpieczeństwa przyznania boskiej liturgii rodzaju powtarzalnego nowego aktu ofiary Chrystusa (Kilmartin, 362).
Ciało Chrystusa i jego zbawcze dzieło istnieją poza czasem w świecie Boskich form. Chleb i wino, choć pozostają symbolami tej duchowej rzeczywistości, to jednak same są jej ekspresją, dając w ten sposób przystęp do niej wierzącym uczestnikom Wieczerzy Pańskiej. Ważne jest podkreślenie pojęcia 'pamiątkowej rzeczywistej obecności ofiary Chrystusa'. Chrystus jest bowiem obecny w Eucharystii, ale nadal za pośrednictwem znaku. Znak jest tymczasem podrzędny względem duchowej rzeczywistości, którą opisuje. Stąd Augustyn, najwybitniejszy przedstawiciel szkoły platońskiej, rozwinął doktrynę łaski, która mediuje między aktywnością Kościoła, a zbawczą aktywnością Boga. Tylko dzięki łasce światło ducha staje się widoczne dla duszy, która w nim dostrzega prawdziwe duchowe znaczenie sakramentalnego znaku. Przybliżenie się do rzeczywistości ducha nadal wymaga Boskiego światła wiary sięgającej poza symbol; a zatem wymaga upamiętnienia.
Potrzeba upamiętnienia kończy się tam, gdzie zaczyna się rzeczywista cielesna obecność Chrystusa w elementach eucharystycznych. Doktryna ta począwszy od IV wieku zaczęła 'robić karierę'; najpierw na Wschodzie, gdzie Cyryl z Jerozolimy głosił: "Jeśli sam Chrystus nauczał, że chleb to jego własne ciało, kto może mieć jakąkolwiek wątpliwość? Jeśli on sam całkiem wprost powiedział: To jest moja krew, kto śmiałby to kwestionować i powiedzieć, że to nie jest jego krew?" 3) Logika kamieniem ciosana, lekceważąca całkowicie kontekstowe nauki Biblii i argumenty natury racjonalnej. "Zostaliście pouczeni i jesteście mocno przekonani, że to, co wygląda i smakuje jak chleb i wino, nie jest chlebem i winem, lecz ciałem i krwią Chrystusa". W innym miejscu przeczytamy z kolei, że "Jego ciało jest nam podawane pod symbolem chleba, a Jego krew pod symbolem wina", co z kolei nawiązuje raczej do teologii greckiej niż wprowadzonej oficjalnie kilka wieków później doktryny transsubstancjacji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że na tym etapie mamy do czynienia bardziej z deklaracją niż przemyślaną pozycją doktrynalną.
W chrześcijaństwie zachodnim doktryna eucharystyczna została ukształtowana na wiele wieków naprzód za sprawą Ambrożego z Mediolanu. Nie tylko podtrzymuje on doktrynę rzeczywistej cielesnej obecności Chrystusa w elementach eucharystycznych, ale wprost naucza o zmianie natury chleba i wina w ciało i krew Pana za sprawą modlitwy eucharystycznej. To będzie mieć z kolei konsekwencję dla wizji Eucharystii jako ofiary. Nie tylko bowiem chleb i wino są ofiarowane przez Kościół. Ofiarowane jest prawdziwe ciało i krew Chrystusa. A zatem już nie tylko Kościół, ale Chrystus przez ten Kościół działający ofiarowuje sam siebie Bogu. A jeśli Chrystus czyni z siebie ofiarę podczas mszy, to znaczy, że ofiara ta, aby była skuteczna, musi być powtarzana. W ten sposób Grecka koncepcja Eucharystii jako symbolu łączącego wiernych z ponadczasowym wymiarem ofiary Chrystusa ustąpiła miejsca postulatowi delegowania zbawczego dzieła tam, gdzie się ono wydarzyło - do przeszłości. W teraźniejszości natomiast "Chrystus jest ofiarowany dzisiaj ... i składa samego siebie w ofierze jako kapłan w celu odkupienia naszych grzechów" (Kilmartin, 19).
Przez kilka kolejnych wieków te dwa stanowiska odnośnie Eucharystii funkcjonowały równolegle: grecka doktryna 'pamiątkowej rzeczywistej obecności' i doktryna 'rzeczywistej cielesnej obecności'. Świadectwem tego są prace dwóch mnichów z opactwa w Corbie, którzy niezależnie od siebie przedstawili dwa różne stanowiska w sprawie Wieczerzy Pańskiej. Paschasjusz, tamtejszy opat, przygotował swój teologiczny traktat dotyczący doktrynalnych aspektów Eucharystii, jako materiał edukacyjny dla saksońskich mnichów ok. 831-833 roku. Ratramnus, tamtejszy uczony, przygotował swoją pracę ok. 844 roku w odpowiedzi na pytania zadane mu przez cesarza Karola, najprawdopodobniej w związku z niedawnym potępieniem Amalariusza z Metz przez sobór w Quierzy w 838 roku. Mnisi z Corbie pisali zatem z przyczyn od siebie niezależnych, a pisząc niezależnie, przedstawili znacząco różne zrozumienie. Paschasjusz powtórzył zasadniczo tezę Ambrożego, podkreślając jednak, że ciało Pana obecne w elementach Eucharystii jest tym ciałem, które narodziło się z Marii i zostało złożone na Kalwarii.
Cesarz zadał Ratramnusowi dwa pytania: 1) czy wierzący przyjmują ciało i krew Chrystusa w tajemnicy czy w rzeczywistości oraz 2) czy to jest to samo ciało, które narodziło się z Marii? Odpowiadając na pierwsze pytanie, Ratramnus odpowiedział w stylu augustiańskim: ciało i krew Chrystusa przyjmujemy w tajemnicy, pod znakiem chleba i wina. Nie w rzeczywistości, przyjmując materialne i wyczuwalne zmysłami ciało i krew Pana. Idąc tym tropem, Ratramnus zaprzeczył, że obecne w Eucharystii jest ciało narodzone z Marii. Różnica w rodzaju obecności powinna być oczywista. Ciało narodzone z Marii składało się z kości, nerwów, mięśni; duchowe ciało przyjmowane podczas Eucharystii jest niewidzialne i niezmienne. Pierwsze jest prawdziwie ciałem; drugie jest wewnętrzną duchową rzeczywistością, do której prowadzi zewnętrzny, materialny znak (Macy, 28-29). Choć można przeczytać w popularnych źródłach o kontrowersji w przypadku Paschasjusza i Ratramnusa, w rzeczywistości była to różnica zdań, o której niewielu wiedziało. Nie było z tego powodu synodów, nikt nie został potępiony.
Berengar z Tours
Sytuacja zmieniła się z nastaniem antytypicznego trzeciego dnia suszy w Izraelu w 1038 roku, kiedy to Pan pobudził antytypicznego Eliasza do wystąpienia przeciwko prorokom Baala. Użył w tym celu Berengara, rektora szkoły katedralnej w Tours. Berengar rozpoczął swoją działalność w Tours ok. 1040 roku, a więc ledwie po rozpoczęciu trzeciego antytypicznego dnia. Jego teologia, podobnie jak w przypadku Ratramnusa, oparta była na rozdziale tego, co ziemskie od tego, co duchowe. Dla Berengara, przyjmowanie ciała i krwi Chrystusa w Eucharystii należało do sfery ducha. Ponieważ człowiek posiada podrzędne ciało i nadrzędną duszę, w Eucharystii dusza przyjmuje duchowy chleb w ciele Pana, a ciało przyjmuje zwykły chleb. Berengar podkreślał, że obecność Pana była duchowa, postrzegana przez wiarę i polegała na wspomnieniu tajemnicy życia, męki i zmartwychwstania Chrystusa. Chleb i wino były obecne w Eucharystii jako widzialne znaki duchowej rzeczywistości w Chrystusie. Wieczne zbawienie jest wynikiem akceptacji czystym sercem tej rzeczywistości, która kryje się za znakiem (Macy, 39).
Podstawową przesłanką filozofii Berengara była nierozerwalność substancji/ formy i jej postrzeganych zmysłami właściwości. Ponieważ w czasie Eucharystii zmysłowe właściwości chleba i wina się nie zmieniają, to znaczy, że nie zmienia się substancja i nadal mamy do czynienia z chlebem i winem. Jedyna zmiana polega na tym, że teraz dzięki duchowi wiary chleb i wino stały się symbolami, za pośrednictwem których Chrystus działa duchem w wierzących (Kilmartin, 98). Nauczanie Berengara spotkało się ze znaczącą opozycją ze strony teologów katolickich i jako takie stało się przedmiotem badania przez rzymskie magisterium. W 1050 Berengar był ekskomunikowany, i to jeszcze zanim jego sprawą zajęły się dwa zwołane w tym roku synody, w Rzymie i w Vercelii. Ponieważ nie wycofał się ze swoich poglądów, w 1059 roku zwołano ponownie synod w Rzymie, podczas którego pisma Berengara zostały spalone przed papieżem Mikołajem II, a on sam został zmuszony do odczytania przysięgi potwierdzającej ówczesny katolicki pogląd na rzeczywistą cielesną obecność Chrystusa w Eucharystii:
Ja, Berengar, ... potępiam wszelką herezję, szczególnie tę ... utrzymującą, że chleb i wino składane na ołtarzu po konsekracji pozostają jedynie sakramentem, a nie prawdziwym ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa, które są wyczuwalne zmysłami, łamane lub rozszarpywane zębami wiernych. Zgadzam się jednocześnie z świętym kościołem rzymskim i stolicą apostolską, i wyznaję ustami i sercem tę wiarę dotyczącą sakramentu stołu Pańskiego, którą Pan i czcigodny papież Mikołaj i ten święty synod przekazali na mocy swojej ewangelicznej i apostolskiej władzy: mianowicie, że chleb i wino, które są składane na ołtarzu, po konsekracji są nie tylko sakramentem, ale prawdziwie ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa i zmysłami, nie tylko jako sakrament, ale rzeczywiście są dotykane, łamane i rozszarpywane zębami wiernych (Kilmartin, 99-100).
Po zakończeniu synodu Berengar wrócił do Tours i wkrótce wycofał się ze swojej przysięgi jako podjętej pod przymusem. Opublikował pamflet, w którym zaatakował treść przysięgi i bronił swoich dotychczas głoszonych poglądów. Około 1063 roku Lanfrank z Bec, który wysunął się na czoło opozycji przeciw Berengarowi, opublikował krytykę treści pamfletu, na którą Berengar odpowiedział kolejnym tekstem, i tak kontrowersja roznieciła się na nowo (Macy, 37). W 1079 roku zwołano kolejny synod w Rzymie, na którym przedstawiono Berengarowi do odczytania treść nowej przysięgi:
Ja, Berengar, wierzę sercem i wyznaję ustami, że chleb i wino, które są składane na ołtarzu, tajemnicą świętej modlitwy i słowami naszego Zbawiciela zostają przemienione substancjalnie w prawdziwe, właściwe i życiodajne ciało i krew Jezusa Chrystusa, naszego Pana. Po konsekracji są prawdziwym ciałem Chrystusa, które się narodziło z Dziewicy i które wisiało na krzyżu jako ofiara dla zbawienia świata, i które zasiada po prawicy Ojca, i prawdziwą krwią Chrystusa, która wypłynęła z jego boku, a nie tylko jako znak i moc sakramentu, ale właściwie jako prawdziwa zgodna z naturą substancja (Kilmartin, 100).
Warto zwrócić uwagę na zmianę treści przysięgi wobec jej wersji z 1059 roku. Po pierwsze, doprecyzowano, że momentem konsekracji jest wypowiedzenie przez kapłana treści słów wypowiedzianych przez Jezusa podczas Wieczerzy Pańskiej. Po drugie, doprecyzowano, że ciało i krew substancjalnie obecne w elementach eucharystycznych to te same ciało i krew, które posiadał Jezus podczas swojej ziemskiej służby. To samo ciało po jego zmartwychwstaniu wstąpiło do nieba i tam "zasiada po prawicy Ojca". Musiał zatem Berengar złożyć przysięgę o treści, której sprzeciwiał się stanowczo i można by rzec, zaciekle. To zresztą widzimy w typie, gdzie "Eliasz naśmiewał się z nich [proroków Baala], mówiąc: Wołajcie głośniej, przecież to jest bóg, ale może tylko zamyślił się albo jest zajęty, albo też może jest w drodze, albo może śpi i musi się obudzić" (1 Krl. 18:27). Podobnie Berengar w swoich wystąpieniach wieloma argumentami obalał - momentami wręcz wyśmiewał - doktrynę rzeczywistej cielesnej obecności, pokazując jej niezgodność z elementarną logiką czy wręcz tzw. zdrowym rozsądkiem.
Eliasz naśmiewał się z nich
Dla antytypicznego Eliasza, filozoficzną niekompetencją były próby obrony rzeczywistej cielesnej obecności podjęte przez Lanfranka głoszącego, że konsekracja nie zmienia właściwości (koloru, smaku) elementów eucharystycznych, ale zmienia ich substancję. Co więcej, nauka taka jest zdaniem Berengara bluźniercza. Poddaje bowiem cząstki ciała Chrystusa wszystkim upokorzeniom związanym z ziemskim bytowaniem. Nie tylko tym, o których była w mowa w przysiędze z 1059 roku (łamanie w rękach księdza, miażdżenie zębami), ale także desekracji w wyniku pleśni, ognia, kontaktu ze zwierzętami, czy przejścia przez cały cykl trawienny, łącznie z wydalaniem. Czy spożywanie ciała Chrystusa, nawet jeśli ma ono postać chleba i wina, nie jest rodzajem kanibalizmu? Czy nie oznacza istnienia dwóch Chrystusów, jeśli jeden jest w niebie po prawicy Ojca, a ciało drugiego jest na ziemi? Czy nie oznacza to, że wskutek odprawiania setek i tysięcy mszy codziennie na całym świecie byłoby coraz więcej ciała Chrystusa? (Macy, 40) Tego rodzaju argumenty 'przyparły do muru' teologów głównego nurtu, którzy w kolejnych latach próbowali proponować odpowiedzi na zarzuty Berengara.
Ciekawszym przykładem takiej analizy jest polemika wytoczona przeciw Berengarowi przez Guitmunda z Aversy. Guitmund pisał ok. 1073-1075 roku, będąc jeszcze wówczas mnichem w Bec. Podkreślał fakt substancjalnej obecności Chrystusa w Eucharystii, odmawiając jednocześnie istnienia temu, co było odbierane zmysłami jako chleb i wino. Zewnętrzne pozory są płaszczem, w który ubiera Chrystus to, co faktycznie jest jego materialnym ciałem. Z jednej strony, Guitmund podkreślał nieskażoność ciała Zbawiciela, które nie mogło podlegać przemianie bądź zniszczeniu. Z drugiej strony, jego ciało może przybierać różne postacie. Po zmartwychwstaniu Pan przybrał postać ogrodnika i pielgrzyma w drodze do Emaus; może także przybrać postać spleśniałego chleba, żeby nas napomnieć za niewłaściwe obchodzenie się z hostią. Jeśli widzimy mysz zjadającą chleb eucharystyczny, to także powinno być dla nas lekcją. Nie powinno jednak szokować, że Chrystus zstępuje do wnętrzności zwierzęcia, jeśli zakończył swoje ziemskie życie, zstępując do wnętrzności ziemi (Macy 49).
Symbolicznie prorocy Baala "Wołali więc głośno i nacinali się według swego zwyczaju nożami i włóczniami, aż krew z nich tryskała" (1 Krl. 18:28). Ostrze w Biblii jest symbolem nauk, które 'rozdzielają duszę i ducha', a więc objawiają myślenie ciała (Hbr. 4:12; Obj. 1:16). Krwią wewnętrznego człowieka są doktryny prawdy posiadane przez umysł (Łk. 22:20; Hbr. 8:10). W poszukiwaniu materialnej krwi i materialnego ciała w elementach eucharystycznych, prorocy Baala krzywdzą samych siebie. Odmawiając bowiem ocenie rozumowej najmniejszej nawet wartości w poznawaniu prawdy, objawiają swoje cielesne myślenie, a jednocześnie głosząc błąd, pozbawiają prawdy (wykrwawiają) tych, którzy ten błąd zamiast prawdy przyjmują. Mówiąc o rozumnej służbie, którą mamy pełnić, apostoł Paweł używa greckiego logikos [G3050], które właśnie oznacza 'logiczny'/ 'racjonalny'. Oponenci Berengara wytoczyli przeciw niemu argumenty, którymi przyznali się pośrednio, że żaden logikos ich nie dotyczy. Tymczasem apostoł Jan pisze, że "Syn Boży przyszedł i dał nam rozum" (1 Jn. 5:20) - dał nam nous/ intelekt. Bez tego daremna jest nasza służba.
W kontekście powyższego trzeba jednak zauważyć, że kapłani Baala modlą się o spalenie ofiary, tak jak Eliasz modli się o spalenie swojej. Obecność cielca na ołtarzu symbolizuje rzeczywistą cielesną obecność Chrystusa w elementach eucharystycznych. Antytypiczny Eliasz modli się, aby jego ofiarę strawił ogień - aby antytypiczni Żydzi (wierzący w Chrystusa) mogli zobaczyć (oczami zrozumienia), że ludzkie ciało Zbawiciela zostało unicestwione w ogniu prób zakończonym śmiercią przez ukrzyżowanie. Nie jest zatem obecne w chlebie i winie. Zanim to się dzieje, Eliasz wylewa obficie wodę na swoją ofiarę, podobnie jak Berengar wylewał obficie wodę fundamentalnych prawd (logicznych i teologicznych) na swoją ofiarę (Iz. 55:10,11; PnP. 5:2; Iz. 11:9). Jak zatem rozumieć fakt, że prorocy Baala modlą się o tę samą rzecz? Berengar, choć nie miał dużego grona zwolenników, to jednak zmusił teologów katolickich do obrony czegoś, czego obronić w gruncie rzeczy się nie da. Rosnąca świadomość tego faktu spowodowała rychły odwrót od teologii Paschasjusza i potrzebę przedefiniowania pewnych przekonań.
Do połowy XII wieku niewielu obrońców rzeczywistej cielesnej obecności w wydaniu paschazjańskim pozostało na scenie średniowiecznej metafizyki (Macy, 104). Paschasjusz rozumiał obecność Chrystusa w Eucharystii w sposób materialny, można by powiedzieć, biologiczny. Przyjmowanie ciała i krwi Zbawiciela było warunkiem zbawienia. Jedząc Chrystusa, stajemy się jego częścią i w ten sposób zyskujemy nieśmiertelność. Poważne problemy tego stanowiska ujawniły się pod presją Berengara i choć późniejsi teologowie co do zasady nie kwestionowali rzeczywistej obecności, to jednak inaczej ją pojmowali. Z jednej strony, nacisk poczęto kłaść na obecność duchową 'uwielbionego', niematerialnego ciała Pana. Z drugiej strony, podkreślano, jak czynili to zwłaszcza teologowie tzw. szkoły z Laon, że prawdziwe przyjmowanie Eucharystii jest komunią z Chrystusem w wierze i miłości. Takie zjednoczenie jest prawdziwym warunkiem zbawienia, które może być osiągnięte nawet bez przyjmowania sakramentalnego ciała i krwi (Macy, 77). Teologowie szkoły mistycznej kwestionowali w ogóle sens zewnętrznych form kultu dla tych, którzy zostali obdarzeni duchem (Macy, 104).
Religia natury
Można zadać pytanie, czy nie jest zbyt radykalna identyfikacja kapłanów Baala z chrześcijańskim, bądź co bądź, środowiskiem teologicznym. Baal był bogiem natury. Uważano go m.in. za boga burzy, deszczu i płodności. Religie pogańskie co do zasady były religiami natury, uznającymi jej świętość. W tych systemach kluczowe jest przekonanie o połączeniu tego, co naturalne z tym, co Boskie. Bogowie bytują czy też wcielają się w elementach świata naturalnego, takich jak zjawiska przyrodnicze, drzewa bądź zwierzęta. Z punktu widzenia obecnego tematu ważne jest podkreślenie, że w niektórych religiach praktykowano także rytuał analogiczny w swojej formie i treści do paschazjańskiej Eucharystii. Dla przykładu, starożytni Aztekowie przed odkryciem Meksyku przez Hiszpanów praktykowali zwyczaj sakramentalnego jedzenia chleba jako ciało boga. Dwa razy w roku, w maju i grudniu, wykonywano z ciasta figurę boga Huitzilopochtli, którą następnie łamano na kawałki i rozdawano uczestnikom święta w formie komunii. Komentując opis święta, James Frazer zauważa w książce The Golden Bough, że
... starożytni Meksykanie, jeszcze przed przyjazdem chrześcijańskich misjonarzy, byli w pełni zaznajomieni z doktryną transsubstancjacji i działali zgodnie z nią, wykonując uroczyste rytuały swojej religii. Wierzyli, że poprzez konsekrację chleba ich kapłani mieli moc jego przemiany w rzeczywiste ciało ich boga, aby wszyscy, którzy będą mieć udział w konsekrowanym chlebie, dostąpili mistycznej komunii z bóstwem, przyjmując do własnego organizmu część jego boskiej substancji. Doktryna transsubstancjacji, lub magicznej przemiany chleba w ciało, była także znana Arianom w starożytnych Indiach na długo przed rozprzestrzenieniem się, a nawet powstaniem chrześcijaństwa (Frazer, 1056).
Zasada w przypadku azteckiego święta i paschazjańskiej Eucharystii jest taka sama: przemiana (od XII wieku poczęto używać określenia transsubstancjacja) chleba w ciało Boga, aby jego Boska substancja stała się źródłem zbawienia dla przyjmujących. Ponieważ chleb jest tym (naturalnym) medium, za pośrednictwem którego przyjmujemy ciało Boga, w pełni uzasadnione jest utożsamienie tej praktyki z religią natury. Rozwinięciem doktryny Paschasjusza, które pojawiało się w traktatach teologicznych w XII i XIII wieku, było przekonanie o dwojakim znaczeniu spożywania ciała i krwi, tj. spożywanie ciała Chrystusa skutkowało zbawieniem ciała, a picie jego krwi skutkowało zbawieniem duszy (Macy, 69). O paraleli takiego spojrzenia w przypadku chleba pisałem wcześniej. Ciekawostką jest, że w kultach pogańskich picie krwi zwierzęcia ofiarnego wpływało na ten aspekt osoby, który kojarzymy z duszą, a mianowicie wyposażało pijącego w zdolności umysłowe (inspiracja, prorokowanie). W The Golden Bough czytamy na ten temat:
Jednym ze sposobów wywoływania inspiracji jest picie świeżej krwi ofiary. W świątyni Apolla Diradiotes w Argos, baranek był ofiarowany w nocy raz w miesiącu; kobieta, która musiała zachowywać czystość, kosztowała krwi baranka i w ten sposób będąc zainspirowaną przez boga, prorokowała lub przepowiadała. W Aegirze w Achaii kapłanka ziemi piła świeżą krew byka przed zejściem do jaskini proroctwa. Podobnie pośród Kuruvikkaran, klasy poławiaczy ptaków i żebraków w południowych Indiach, boginii Kali ma zstępować na kapłana, który następnie udziela proroczych odpowiedzi, po wypiciu krwi, która wypływa z podciętego gardła kozła. Podczas święta Alfoors w Minahassa, w północnym Celebes, po zabiciu świni kapłan rusza w jej stronę, zanurza głowę w jej wnętrznościach i pije jej krew. Potem jest od niej odciągany siłą i sadzany na krześle, aby następnie prorokować, jak rozwiną się zbiory w tym roku. Ponownie biegnie w stronę padła i pije jego krew; ponownie jest odciągany siłą i usadzony na krześle, kontynuuje swoją przepowiednię. Uważa się, że jest w nim duch, który posiada moc proroctwa (Frazer, 203).
Konsekwencje rzeczywistej cielesnej obecności
W podsumowaniu wykładu, chciałbym zwrócić uwagę na dwie konsekwencje doktryny rzeczywistej cielesnej obecności. Pierwsza konsekwencja została opisana w typie. Ofiara Eliasza spłonęła, ukazując fałsz kultu Baala. "Kiedy cały lud to zobaczył, wszyscy upadli na twarz i mówili: PAN jest Bogiem! PAN jest Bogiem! (40) Wtedy Eliasz powiedział do nich: Chwytajcie proroków Baala, niech żaden z nich nie ujdzie. I schwytano ich. A Eliasz sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich zabił" (1 Krl. 18:39,40). Lud schwytał kapłanów Baala i wydał ich Eliaszowi na śmierć. W antytypie powszechne oddanie Chrystusowi obecnemu w Eucharystii "pojawiło się nagle i dramatycznie między śmiercią Berengara i rozpoczęciem obrad IV Soboru Laterańskiego" (Macy, 86). Objawem tego społecznego trendu był skokowy wzrost opisywanych cudów i wizji dotyczących sakramentu; i nie były to historie opisujące zamierzchłą przeszłość, ale bieżące wydarzenia. W książe Die eucharistichen Wunder des Mittelalters, Peter Browe opisuje ponad sto przypadków nadprzyrodzonych wydarzeń związanych z Eucharystią, mających miejsce do początku XIII wieku (Macy, 87).
W tym okresie pojawiły się także nowe praktyki liturgiczne, takie jak praktyka palenia ustawicznego światła przed elementami eucharystycznymi, praktyka modlitwy przed hostią, a także jej podniesienie podczas konsekracji (Macy, 88). Około 1209 roku św. Juliana z Liège, otrzymała wizję polecającą ustanowienie nowego święta na cześć Chrystusa obecnego w Eucharystii. Jacques Pantaleon, ówczesny archidiakon Liège, poparł prośbę Juliany i ustanowił święto w diecezji Liège w 1246 roku. Później jako papież Urban IV, rozszerzył Ciało Chrystusa do stosowania w całym kościele w 1264 roku (Macy, 89). Wyrażając powszechne poparcie dla religii natury w kulcie Chrystusa, lud wydał kapłanów Baala w rękę antytypicznego Eliasza. "Niech niewielu z was zostaje nauczycielami, moi bracia," pisze Jakub, "gdyż wiecie, że czeka nas surowszy sąd" (Jak. 3:1). Nauczanie błędu w kościele jest obciążone konsekwencjami. Podczas kiedy "prawdziwi czciciele będą czcić Ojca w duchu i w prawdzie. Bo i Ojciec szuka takich, którzy będą go czcić" (Jn. 4:23), kapłani Baala nauczają lud oddawania czci w błędzie.
Takich czeka "surowszy sąd"; i to sąd, którym obciąża ich 'lud', przyjmujący ich nauki. Przede wszystkim, tacy kapłani nie są kapłanami Chrystusa, ale Baala - są kapłanami religii natury. "Nie każdy, kto mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto wypełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. (22) Wielu powie mi tego dnia: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu i w twoim imieniu nie wypędzaliśmy demonów, i w twoim imieniu nie czyniliśmy wielu cudów? (23) A wtedy im oświadczę: Nigdy was nie znałem. Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość" (Mt. 7:21-23). To są ludzie, którzy prorokują w imieniu Chrystusa, ale nauczają Baala. A "Nie każdy, kto mi mówi: Panie, Panie, wejdzie do królestwa niebieskiego". Taki skutek dla nich jest sugerowany w typie, gdzie "Eliasz sprowadził ich do potoku Kiszon i tam ich zabił" (1 Krl. 18:40). Służba kapłańska jest służbą nowego stworzenia - umysłu odnowionego w znajomości prawdy. Nauczając prawdy, którą kapłani Baala odrzucają, antytypiczny Eliasz wydaje ich nowe stworzenie na śmierć.
Apostoł Paweł pisze: "Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy, to nie pozostaje już ofiara za grzechy" (Hbr. 10:26). Antytypiczni kapłani Baala poznają prawdę w naukach antytypicznego Eliasza. Ale ją odrzucają. Jaka zatem ofiara może jeszcze zostać za nich zastosowana, jesli treścią ofiary odkupienia jest prawda - "świadectwo we właściwym czasie"? (1 Tm. 2:6). Warto zwrócić uwagę na miejsce, w którym Eliasz wykonuje wyrok: nad potokiem Kiszon. Potok jest źródłem wody; w symbolice Biblijnej reprezentuje nauczanie. Nazwa Kiszon [H7028] natomiast znaczy 'wijący się' i pochodzi od koshe, które oznacza 'zginać'/ 'wygiąć w łuk'. Bardzo znacząca symbolika. Prorok Ozeasz pisze, że 'drogi Pana są proste' (Oz. 14:9); Salomon dodaje, że 'prosto chodzi człowiek rozumny' (Prz. 15:21). Ponownie na myśl przychodzi 'rozumna służba', o której pisze Paweł w Rzym. 12:1; rozumienie sensu i logiki prawdy, którą chcemy podążać. Tam, gdzie jej nie ma, pojawiają się 'kręte' argumenty i abstrakcyjne wywody. Z takiego krętego potoku piją wodę nauczyciele rzeczywistej cielesnej obecności i przy nim umiera ich nowe stworzenie.
Ciekawym wątkiem jest fakt oddania kapłanów Baala Eliaszowi przez lud. Człowiek ma możliwość refleksji i zawrócenia z drogi błędu. Ale jak to zrobić, kiedy ten błąd ogłoszono do wierzenia i stosowania milionom ludzi? Kościół katolicki - choć dotyczy to każdego kościoła, ponieważ mechanizm jest ten sam - stał się zakładnikiem swoich błędów. Ogłoszenie, że nauczano błędu w tak kluczowej sprawie jak rzeczywista obecność Chrystusa w Eucharystii, byłoby kompromitacją, która pozbawiłaby kościół milionów wyznawców, a możliwie doprowadziła do kolejnej schizmy. Dlatego władze kościoła dzisiaj, nawet jeśli zdają sobie sprawę z pewnych błędów, wycofać się z nich nie mogą. Nie stając po stronie prawdy, podpadają pod wyrok, który wykonuje antytypiczny Eliasz. A tym, który ich Eliaszowi wydaje, jest lud - czyli względy polityczne zamiast merytorycznych. Jeremiasz proroczo mówi głosem reformatorów kościoła: "Leczyliśmy Babilon, ale nie został uleczony" (Jer. 51:9). Działalność Berengara była szansą dla kościoła powszechnego na wycofanie się z błędu rzeczywistej cielesnej obecności. Ale tej szansy nie wykorzystano.
We wstępie śródtytułu pisałem o dwóch konsekwencjach doktryny rzeczywistej cielesnej obecności. Pierwsza dotyczy losu kapłanów Baala. Druga, do której częściowo już nawiązałem, dotyczy kierunku, w jakim doktryna ta poprowadziła kościół. Pierwsze wzmianki o cielesnej obecności Chrystusa w Eucharystii pojawiły się w IV wieku. Obecnie mamy wiek XXI. Uśredniając, minęło 1700 lat, w ciągu których teologia katolicka mogła wypracować spójną wizję ofiary eucharystycznej. Tysiąc siedemset lat, aby zrozumieć, w czym w rzeczywistości bierzemy udział, przyjmując chleb i wino podczas Wieczerzy Pańskiej. W książce The Eucharist in the West (Eucharystia na Zachodzie) Edward J. Kilmartin, S.J. opisuje historyczny rozwój doktryny eucharystycznej, której zwieńczeniem jest to, co nazywa autor 'współczesną uśrednioną teologią katolicką ofiary eucharystycznej' (modern average Catholic theology of eucharistic sacrifice). Dlaczego 'uśrednioną', dowiadujemy się w pierwszych słowach rozdziału pod tym samym tytułem:
Współczesna katolicka teologia ofiary eucharystycznej nie może być skonstruowana jedynie poprzez dodanie do tradycyjnej katolickiej scholastycznej syntezy niektórych sprawdzonych rezultatów dwudziestowiecznych badań teologicznych. To, co można opisać jako współczesną uśrednioną teologię katolicką ofiary eucharystycznej jest, ogólnie rzecz biorąc, słabą syntezą bez przyszłości. Niektóre z jej jaskrawych braków zostały już omówione... (Kilmartin, 365).
Setki milionów katolików praktykują święty obrządek oparty na 'słabej syntezie bez przyszłości'. I są to słowa Jezuity, profesora zwyczajnego teologii liturgicznej, a więc osoby posiadającej wszelkie kompetencje do formułowania tego rodzaju sądów. W innym miejscu pisze Kilmartin, że ofiarniczy charakter mszy do dzisiaj nie został satysfakcjonująco opisany (347). Lekarstwem na ten stan rzeczy ma być trzecie tysiąclecie (!), które zintegruje lex credendi (doktrynę) i lex orandi (praktykę). Profesor podkreśla jednak, że w tym momencie nie da się przewidzieć kierunku, w jakim rozwinie się domniemana systematyczna teologia ofiary eucharystycznej, ponieważ istnieją różne możliwości (352). Doktryna rzeczywistej cielesnej obecności okazała się dla kościoła ślepą uliczką, z której po siedemnastu wiekach nie widać satysfakcjonującego wyjścia. Nie ma jednak również możliwości zawrócenie z tej drogi - z przyczyn politycznych, o których pisałem powyżej. Dlatego każdy prawdziwie wierzący powinien rozważyć słowa proroka Jeremiasza, który kontynuuje myśl dotyczącą leczenia Babilonu: "Leczyliśmy Babilon, ale nie został uleczony. Opuśćmy go..." (Jer. 51:9).
Bibliografia:
1) https://modlitwa7.pl/teksty/didache-nauka-12-apostolow/
2) https://ordo.pallotyni.pl/index.php/teksty-liturgiczne/starozytne-anafory/1203-tradycja
3) https://www.crossroadsinitiative.com/media/articles/real-presence-of-christ-in-the-eucharist-in-the-early-church-st-cyril-of-jerusalem/
4) Kilmartin, Edward J., The Eucharist in the West, The Liturgical Press Collegeville, Minnesota, 2004.
5) Macy, Gary, The Theologies of the Eucharist in the Early Scholastic Period. A Study of the Salvific Function of the Sacrament according to the Theologians c. 1080 - c. 1220, Clarendon Press, Oxford, 1984.
6) Frazer, James George, The Golden Bough, BookRix GmbH & Co. KG, Monachium, 2014.