W omawianym fragmencie 2 Tes. 2:10-12 apostoł Paweł pisze o tych, "którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy". I nie ma tutaj na myśli apostoł niewierzącego świata. W poprzedzających wersetach mógł czytelnik dowiedzieć się, że Chrystus nie powróci, "dopóki najpierw nie przyjdzie odstępstwo" (2 Tes. 2:3-10). "Człowiek grzechu" - bo tak nazywa apostoł ów system odstępstwa - nie miał być wydarzeniem peryferyjnym w domu wiary, ale miał 'zasiąść w świątyni Boga jako Bóg, podając się za Boga' (2 Tes. 2:4). Co więcej, odstępstwo "przyjdzie za sprawą szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów" - i tutaj połączenie z fragmentem 2 Tes. 2:10-12 - "wśród wszelkiego zwodzenia nieprawości wobec tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy..." Dlatego wcześniej użyłem słowa 'system'. Paweł nie mówi o 'człowieku grzechu' literalnie jako o jednej osobie, która miałaby 'wtargnąć' do "świątyni Boga" i przejąć nad nią władzę. Chrystus nie jest jedną osobą, ale zgromadzeniem wierzących, którzy są członkami jego ciała (Rzym. 12:4,5). Analogicznie, człowiek grzechu jest zgromadzeniem tych, którzy są członkami ciała grzechu (Rzym. 6:6).
Element kolektywny widoczny jest także w wątku świątyni. W Starym Testamencie kultowi Boga służyła literalna świątynia. Mając ten obraz przed oczami, widzimy człowieka grzechu, który wchodzi do okazałej budowli i literalnie w niej zasiada. Jednak w Nowym Testamencie pojęcie świątyni się zmienia. "Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch Boży w was mieszka? (17) A jeśli ktoś niszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg, bo świątynia Boga jest święta, a wy nią jesteście" (1 Kor. 3:16,17). Tym samym zasiadanie w świątyni Boga nie jest czynnością literalną, ale symbolicznym określeniem władzy, jaką człowiek grzechu miał objąć nad ogółem wierzących. Z perspektywy historycznej wiemy, że tak się stało. W sercu kościoła ukształtował się bowiem system władzy, który nie tylko decydował o treściach wiary, ale także postawił się ponad władzą doczesną i zaczął wykorzystywać ją do prześladowania każdego, kto myślał inaczej i mógł tym samym stanowić najmniejsze zagrożenie dla wprowadzanych błędów. Stosownie do tego, apostoł Jan widzi w swojej wizji nierządnicę Babilon - fałszywą Oblubienicę Chrystusa - która zdradza swojego Oblubieńca, sprzymierzając się z bestią władzy cywilnej i upija się "krwią świętych i krwią męczenników Jezusa" (Obj. 17:3-6).
Człowiekiem grzechu z proroctwa Pawłowego okazuje się być kobieta. Znowu dostrzegamy pewną równoległość pojęć. Kobietą bowiem, zaślubioną Chrystusowi, jest wierzący Kościół (zobacz wykład Oblubienica i wieczerza wesela Baranka). Kobietą nierządną, która zdradza swojego Oblubieńca, są ci, którzy jedynie deklaratywnie należą do Chrystusa. "Twierdzą, że znają Boga, ale swymi uczynkami temu przeczą" (Tyt. 1:16). Nasz Pan zapowiadał, że wielu takich będzie, którzy powiedzą: "Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w twoim imieniu i w twoim imieniu nie wypędzaliśmy demonów, i w twoim imieniu nie czyniliśmy wielu cudów? (23) A wtedy im oświadczę: Nigdy was nie znałem. Odstąpcie ode mnie wy, którzy czynicie nieprawość" (Mt. 7:22,23). Moralna i etyczna postawa jest kluczowa dla określenia naszej przynależności do Chrystusa. Ponieważ charakter dosłownie zapisany jest w ciele, "ci, którzy należą do Chrystusa, ukrzyżowali swoje ciało wraz z namiętnościami i pożądliwościami" (Gal. 5:24). Nasza zdolność do wydawania owocu ducha zamiast popełniania uczynków ciała dosłownie określa nas jako członków ciała grzechu bądź Ciała Chrystusa.
W badanym 2 Tes. 2:10-12 apostoł Paweł zwraca uwagę na dodatkową konsekwencję braku rozwoju w stosowaniu zasad sprawiedliwości, a mianowicie brak postępów w zrozumieniu prawdy. "Nie uwierzyli prawdzie" ci, którzy "upodobali sobie niesprawiedliwość" (2 Tes. 2:12). Podobnie w Rzym. 1:18 pisze apostoł o tych, "którzy zatrzymują prawdę w niesprawiedliwości". Prawda jest podstawową kategorią Nowego Testamentu. Bóg oferuje człowiekowi zbawienie "przez wiarę w prawdę" (2 Tes. 2:13). Jednocześnie jednak znajomość prawdy, której nie towarzyszy przemiana serca, ma potencjał uczynienia nas członkami drugiej (wiecznej) śmierci, której podlegają niepoprawni grzesznicy. "Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy, to nie pozostaje już ofiara za grzechy; (27) Lecz jakieś straszliwe oczekiwanie sądu i żar ognia, który strawić ma przeciwników" (Hbr. 10:26,27). Dlatego Boski duch miłości prawdy oferowany jest grzesznikowi wyłącznie na warunku pokuty (Dzieje 2:38). Decyzja o odrzuceniu grzechu to jest niezbędne minimum. Stosownie do tego minimum, Bóg nie udziela swojego ducha od razu w pełni, ale udziela zadatek, który ma być w procesie duchowego rozwoju powiększany (Ef. 1:13,14).
I tutaj dochodzimy do istoty sprawy, o której pisze Paweł w 2 Tes. 2:10-12. Co bowiem dzieje się, jeśli za decyzją o zmianie postępowania (pokutą) nie idą czyny? Nie zmienia się także grzeszny charakter (Jak. 1:22-25). Pozostajemy członkami ciała grzechu zamiast pozyskać członkostwo w Ciele Chrystusa. Ponieważ wzrost w prawdzie w takim stanie zagrażałby perspektywie zbawienia człowieka, Bóg tej prawdy mu nie udziela. Co więcej, pisze Paweł, "Bóg zsyła im silne omamienie, tak że uwierzą kłamstwu" (2 Tes. 2:11). Wiąże się to oczywiście z sądem, o którym mówi werset 12. Sąd naturalnie w tych okolicznościach przyniesie niekorzystny wyrok dla "tych, którzy giną, ponieważ nie przyjęli miłości prawdy" (2 Tes. 2:10). Śmierć tę można jednak rozpatrywać w dwojaki sposób, stosownie do skali przewinienia/ zaniedbania. Jeśli zadatek ducha pozostał tylko zadatkiem, a jego uczestnik nigdy nie postąpił naprzód w duchowym rozwoju, będziemy z pewnością mogli mówić o śmierci w odniesieniu do stanowiska związanego z powołaniem. Dzieło takiego spłonie, ponieważ osoba okaże się niegodna chwały, do której powołanie przyjęła. "Lecz on sam będzie zbawiony, tak jednak, jak przez ogień" (1 Kor. 3:11-15).
Drugi przypadek to osoby, które postąpiły naprzód i doświadczyły zrodzenia z ducha, ale się cofnęły. O nich pisze Paweł w Hbr. 6:4-8. Są to ludzie, którzy "raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebieskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego; (5) Zakosztowali też dobrego słowa Bożego i mocy przyszłego wieku; (6) A odpadli". Tych, pisze Paweł, "Niemożliwe jest ... ponownie odnowić ku pokucie". Ich losem będzie śmierć - nie tylko w odniesieniu do utraconego stanowiska, ale także utraconej egzystencji. "A śmierć i piekło zostały wrzucone do jeziora ognia. To jest druga śmierć. (15) I jeśli się ktoś nie znalazł zapisany w księdze życia, został wrzucony do jeziora ognia" (Obj. 20:11-15). Apostoł Paweł rysuje zatem w 2. rozdziale 2. listu do Tesaloniczan ponurą wizję przyszłości chrześcijaństwa, w którym władzę nad ogółem wierzących mieli objąć ludzie w gruncie rzeczy niewierzący; utracjusze koron oraz członkowie drugiej śmierci. Słowa te powinny być ostrzeżeniem dla wszystkich wiernych Pańskich. Nie musi być prawdziwe to, co jest powszechnie przyjmowane. Po to każdy z nas otrzymał ducha prawdy, abyśmy tym duchem się posługiwali i dążyli do jej poznawania i stosowania. Na koniec bowiem "każdy z nas sam za siebie zda rachunek Bogu" (Rzym. 14:12).