Bezgrzeszność Jezusa Chrystusa

Przedmiot wykładu: Jezus był człowiekiem takim, jak my wszyscy. Posiadał ludzką naturę i podlegał procesowi naturalnego rozwoju. W kontekście tych dwóch okoliczności wykład analizuje rozmaite wypowiedzi Pisma Świętego, aby odpowiedzieć na pytanie, czy Jezus mógł popełnić grzech i czy go kiedykolwiek popełnił.

Spis treści:

  1. Bezgrzeszność Jezusa w kontekście naturalnego rozwoju
  2. Bezgrzeszność Jezusa w kontekście jego cielesności
  3. Walka Jezusa z ciałem
  4. Ofiara za grzech arcykapłana

W sytuacji, w której główne frakcje chrześcijaństwa uważają Jezusa za Boga - jedną z osób Trójcy - rozważanie tematu bezgrzeszności Zbawiciela wydaje się bezcelowe. Warto jednak przyjrzeć mu się bliżej, ponieważ Słowo Boże ma wiele w tym przedmiocie do powiedzenia. Przede wszystkim apostoł Jan podkreśla, że "Jezus Chrystus przyszedł w ciele". Występujące tutaj greckie sarks [G4561] oznacza ciało w najbardziej dosłownym sensie, mięso. Jednocześnie apostoł wiarę w ten aspekt chrystologii czyni probierzem prawdy ("po tym rozpoznacie ducha Bożego"). W dalszej części wykładu będę pisał, dlaczego ten aspekt nauki Biblijnej jest tak istotny. Tutaj natomiast, we wstępie wykładu, trzeba cielesność naszego Pana wyraźnie podkreślić, ponieważ będzie ona mieć konsekwencje na każdym etapie omawiania obecnego tematu.

Bezgrzeszność Jezusa w kontekście naturalnego rozwoju

Przede wszystkim, wobec faktu człowieczeństwa naszego Pana, oczywistym jest i stwierdzonym przez Pismo Święte, że podlegał on takiemu samemu procesowi rozwoju jak każdy inny człowiek. Narodził się z Marii w Betlejem i jak każde niemowlę, wyposażony był zaledwie w podstawowe biologiczne instynty i odruchy. Nie znał języka, prawa, tradycji. Nie znał prawa Bożego, którego trzydzieści lat później bronił przed żydowskimi elitami religijnymi. Znaczące w tym kontekście jest proroctwo Izajasza, który pisze o Mesjaszu: "Dlatego Pan sam da wam znak: Oto panna pocznie i porodzi syna, i nada mu imię Emmanuel! (15) Będzie on karmił się twarogiem i miodem, aż nauczy się odrzucać zło, a wybierać dobro" (Iz. 7:14,15). Jezus zatem, jak każdy człowiek, w miarę dojrzewania wszystkiego musiał się nauczyć. I wiemy, że tak było. Łukasz w swojej Ewangelii zanotował incydent zagubienia dwunastoletniego Jezusa, który jak się okazało po trzech dniach poszukiwań, "Siedział pośród nauczycieli, przysłuchiwał się im i zadawał pytania" (Łk. 2:46). Ewangelista podsumowuje ten wątek słowami: "Jezus wzrastał w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi" (Łk. 2:52).

Ważne jest to wydarzenie, ponieważ ono nie tylko pokazuje proces intelektualnego/ duchowego wzrostu, którego doświadczał Pan, ale także jego niezachwiane oddanie już od najwcześniejszych lat sprawom Bożym ("Czy nie wiedzieliście, że muszę być w tym, co jest mego Ojca?" Łk. 2:49). To oddanie, o ile możemy wnosić z opisu Biblijnego, nigdy nie uległo osłabieniu. W tym sensie możemy powiedzieć, że nasz Pan nigdy grzechu nie popełnił. W wykładzie pisałem, że 'grzech' pochodzi od greckiego hamartia [G0266], które jest m.in. terminem łuczniczym oznaczającym uchybienie celu. Celu podobania się Ojcu niebieskiemu we wszystkim nasz Pan nigdy nie uchybił. I takie też stwierdzenia znajdziemy w Nowym Testamencie, m.in. ("On nie popełnił grzechu"), 1 Jn. 3:5 ("w Nim nie ma grzechu") i 1 Jn. 3:7 ("On jest sprawiedliwy").

Kontynuując wątek źródłosłowu, greckie meros [G3313] oznacza integralną część (całości). Hamartia to meros z negatywnym przedrostkiem. Jeśli całością jest prawo wyrażone w poszczególnych przykazaniach, grzech oznacza działanie wykraczające poza ten zbiór. Dla naszego Zbawiciela zbiorem było Prawo Mojżeszowe (Gal. 4:4). Jezus nie urodził się ze znajomością prawa. Jego trzydniowa debata z uczonymi w świątyni temu m.in. służyła, aby tego prawa się nauczyć, zrozumieć je. Dopóki nasz Pan nie opanował przykazań w stopniu zupełnym, istniała przestrzeń do ich przekroczenia. Co ważne, takie wykroczenie, nawet popełnione w nieświadomości, w świetle prawa nadal było grzechem. Cała sekcja w księdze Liczb poświęcona jest temu problemowi oraz ofiarom, które należy złożyć w celu przebłagania (Lb. 15:22-29). Czy Jezus mógł popełnić grzech w nieświadomości? Nie z braku woli. Jak wcześniej pisałem, tej Jezusowi nigdy nie brakowało. Ale z braku wiedzy - być może.

Nie znajdziemy w Biblii żadnego fragmentu, który by w tej sprawie rozwiewał wątpliwości. Jednak wydaje się, że Jezus zdawał sobie sprawę z takiej możliwości. I w związku z tym zgłosił się do Jana Chrzciciela nad Jordan. Komentatorzy tej sceny podkreślają, że celem wizyty było poświęcenie się przez Jezusa na służbę, widoczne oddanie się Bogu. Jednak chrzest janowy inną miał funkcję. Czytamy najwyraźniej w Mk. 1:4 i Łk. 3:3, że Jan głosił baptisma metanoias - chrzest pokuty. Stąd zdziwienie Jana, kiedy Jezus przychodzi do niego, aby przyjąć chrzest. Co jednak odpowiada Jezus: "Pozwól teraz, tak bowiem właściwie jest nam wypełnić całą sprawiedliwość" ( GP). To stwierdzenie Pana w kontekście celu, któremu służył chrzest Jana, wskazuje potrzebę oczyszczenia. Ale trzeba wyraźnie podkreślić - oczyszczenia w kontekście przepisów Lb. 15:22-29 mówiących o grzechu w nieświadomości. Taki grzech w kontekście naturalnego rozwoju, jakiemu podlegał Jezus jako człowiek, mógł mieć miejsce. Nie dostrzegam natomiast podstaw, aby poszukiwać innych aspektów tej sprawy, zważywszy na oddanie, które od najmłodszych lat okazywał Pan względem Ojca.

Bezgrzeszność Jezusa w kontekście jego cielesności

Pierwszą omówioną powyżej konsekwencją ludzkiej natury dla Jezusa było doświadczenie naturalnego, właściwego człowiekowi rozwoju, w tym doświadczenie procesu wzrastania w znajomości przykazań. Drugą istotną konsekwencją cielesności jest naturalna skłonność do grzechu. Problem ten próbuje obchodzić większość chrześcijaństwa, nauczając bądź to połączenia natury boskiej z ludzką w jednym ciele Pana, bądź nauczając doskonałości jego ludzkiej natury. Według tej drugiej doktryny, Adam posiadał doskonałą naturę ludzką w Edenie. Jezus, aby zapłacić cenę równoważną (gr. anti-lytron) za przestępstwo Adama, także musiał posiadać doskonałą ludzką naturę. Według tego nauczania, Adam w wyniku grzechu utracił doskonałe życie ludzkie; Jezus zadośćuczynił za grzech, oddając własne doskonałe życie. W ten sposób za wartość utraconą zapłacił wartością jej odpowiadającą.

Powyższa doktryna niewłaściwie jednak pojmuje sens wartości utraconej. Utrata życia przez Adama była konsekwencją tego, co rzeczywiście zostało utracone: posłuszeństwo Bożemu przykazaniu. Jezus zapłacił cenę równoważną, ponieważ pokazał, jak powinien postąpić Adam, aby nie upaść; pokazał, na czym polega posłuszeństwo Bogu. Równoważność ceny odkupienia polega na tym, że Jezus znalazł się w analogicznych okolicznościach zagrożenia utraty życia, ale nawet w krańcowej sytuacji nie poddał swojej wierności Bogu. Tę równoważność postępowania podkreśla apostoł Paweł jako życiodajny dar dla człowieka: "A zatem, jak z powodu występku jednego człowieka wyrok potępiający dotknął wszystkich ludzi, tak też z powodu jednego czynu usprawiedliwiającego do wszystkich ludzi przyszło usprawiedliwienie dające życie. (19) Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak przez posłuszeństwo jednego wielu stanie się sprawiedliwymi" (Rzym. 5:18,19). Z powodu 'czynu' i z powodu 'posłuszeństwa' Pana jesteśmy zbawiani. Świadectwo, które wydał swoim nauczaniem i postępowaniem, zawiera w sobie wartość odkupienia.

Istota odkupienia ma bezpośredni związek z rozważanym w wykładzie tematem bezgrzeszności Jezusa. Jeśli bowiem byłby człowiekiem doskonałym lub Bogiem-człowiekiem, jego ofiara nie miałaby zastosowania za niedoskonałego człowieka. Czego bowiem dowodzi upadłej ludzkości to, że sam Bóg - trzecia Osoba Trójcy - potrafi zachować własne de facto przykazania? To nie znaczy, że my też możemy. Cała istota ofiary Pana polega na tym, że potrafił zachować przykazania, będąc takim jak my, człowiekiem z krwi i kości. Dzięki temu, wpatrując się we wzór, jaki pozostawił, my także uczymy się, jak zachowywać 'całą sprawiedliwość'. Pisze o tym apostoł Paweł:

Skoro więc dzieci otrzymały udział we krwi i ciele, to również On sam chciał mieć w nich udział, aby przez śmierć mógł pokonać diabła, dzierżącego władzę nad śmiercią, (15) i aby uwolnić tych, którzy bojąc się śmierci, całe życie podlegali niewoli. (16) Przychodzi on bowiem z pomocą nie aniołom, lecz potomstwu Abrahama! (17) Toteż musiał we wszystkim upodobnić się do braci, aby stać się miłosiernym, a zarazem wiarygodnym wobec Boga najwyższym kapłanem, który zgładzi grzechy ludu. (18) Skoro bowiem sam doświadczył pokusy, potrafi przyjść z pomocą kuszonym! (Hbr. 2:14-18)

W artykule pt. pisałem, że dwie przyczyny doprowadziły do grzechu: brak znajomości prawdy i strach przed śmiercią. Pierwszą z wymienionych przyczyn nasz Pan usunął swoim nauczaniem; wydaniem świadectwa prawdzie (Jn. 18:37). Drugą usunął swoim przykładem. Jak bowiem wcześniej pisałem, Jezus był człowiekiem z krwi i kości, takim jak my. I został poddany takiej samej próbie jak pierwszy człowiek Adam: czy zachowa posłuszeństwo w obliczu śmierci. Próba ta została spotęgowana w ostatnich godzinach, kiedy zawieszony na krzyżu Jezus słuchał Żydów wołających "Wybaw sam siebie", a jednocześnie doświadczył utraty upewniającej go łączności z Ojcem (Mt. 27:39-46). Istotą próby był test wierności Bogu w obliczu realnej możliwości utraty życia. Próba taka byłaby bezprzedmiotowa, gdyby Jezus posiadał jednocześnie Boską, nieśmiertelną naturę. Dlatego pisze Paweł: ""Nie takiego bowiem mamy najwyższego kapłana, który nie mógłby współczuć nam w słabościach. Przeciwnie, podobnie jak my doświadczył on wszystkiego" (Hbr. 4:15).

A jednak Jezus, będąc tylko człowiekiem, zachował pełne posłuszeństwo i jednocześnie zachował życie, będąc na trzeci dzień wskrzeszonym do Boskiej tym razem natury. W ten sposób 'uwolnił tych, którzy bojąc się śmierci, całe życie podlegali niewoli' (Hbr. 2:15). Dał bowiem przykład dla wiernego Kościoła do podążania swoim śladem; pokazał, że śmierć nie jest końcem dla tych, którzy boją się Boga i są Mu posłuszni. "Toteż musiał we wszystkim upodobnić się do braci," pisze apostoł Paweł (Hbr. 2:17). To upodobnienie się we wszstkim oznaczało także, że nasz Pan posiadał ciało takie my; ciało, które nieokiełznane, mogło doprowadzić do grzechu.

Problem z ciałem polega na tym, że działa ono według zapisanych w nim algorytmów postępowania - naturalnych i nabytych. Jest to system automatyczny. W odpowiedzi na określony bodziec uruchamia odpowiadającą mu reakcję. Nie zna przykazań, nie analizuje sytuacji, nie waży 'za' i 'przeciw'. Dlatego w określonych okolicznościach może prowadzić do nieposłuszeństwa prawu Boga. Nawet jeśli charakter Zbawiciela (algorytmy nabyte) był doskonały, algorytmy naturalne nadal pracowały w stronę przeciwną do celów służby Chrystusa. Dlaczego - ponieważ celem naturalnych algorytmów jest przetrwanie. Jezus natomiast wiedział, że jego służba skończy się męczeńską śmiercią. Postępował w sposób, który był przeciwny interesom ciała; prowadził do jego zniszczenia, a nie przetrwania. Kiedy szatan kusi Jezusa poszczącego na pustyni, aby zmienił kamienie w chleb, wykorzystuje te właśnie naturalne instynkty (Mt. 4:1-4). W ogrodzie Getsemane i później na Kalwarii ciało naszego Pana poddane było wszelkim doświadczeniom, na które nie było zgody naturalnego instynktu.

Walka Jezusa z ciałem

O tym, że nasz Pan taką walkę z ciałem prowadził i ją wygrał, informuje kilka fragmentów Pisma św. Paweł pisze o Jezusie, że "sam doświadczył pokusy" (Hbr. 2:18). Cytowany wcześniej Hbr. 4:15 kończy apostoł Paweł stwierdzeniem, że Jezus, tak jak my, doświadczył wszystkiego "oprócz grzechu". Swoją walkę zakończył zatem nasz Pan bez potknięcia. Podobnie czytamy w Rzym. 8:3 - "Co było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, tego dokonał Bóg, posyłając swego Syna w ciele podobnym do ciała grzesznego. W tym ciele potępił On grzech". Bóg posłał swego syna "w ciele podobnym do ciała grzesznego", przy czym greckie homoiōma oznacza podobieństwo w sensie istnienia tej samej cechy. Cechą Jezusa, którą miał wspólną z resztą ludzkości, było grzeszne ciało. Żeby nie było w tej sprawie wątpliwości, apostoł pisze o podobieństwie grzesznego ciała dosłownie "przez grzech" (peri hamartias), a więc grzech jest tym, w czym ciało Pana było podobne do naszego. A jednak Jezus "potępił grzech w ciele", bowiem nie pozwolił instrukcjom ciała wejść w drogę wykonywania instrukcji ducha.

Ponieważ instrukcje zachowania zapisane są w ciele materialnym, Nowy Testament odwołuje się do obrazu ukrzyżowania jako procesu, przez który śmierć ponieść musi każdy sprzeczny z Bożymi zasadami aspekt naszego ciała metafizycznego. Kiedy Paweł pisze "Z Chrystusem zostałem ukrzyżowany" (Gal. 2:19), opisuje w ten sposób śmierć grzechu, który choć nadal w nim mieszka, to nie ma już wpływu na postępowanie. "Żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus" (Gal. 2:20). Podobnie pisze Piotr o doświadczeniu Zbawiciela, który "W swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo krzyża" (1 Pt. 2:24). Poniósł nasze grzechy, ponieważ te same grzechy - te same instynkty i skłonności - miał we własnym ciele. Ale je pokonał, przez co "zostawił wam przykład, abyście szli Jego śladami ... abyśmy zerwali z grzechem i żyli sprawiedliwie" (). Ciało materialne zawieszone na krzyżu jest nieczynne; nie jest w stanie wykonywać żadnych czynności i wkrótce umiera. Taki los ma spotkać ciało metafizyczne we wszystkich jego elementach prowadzących do grzechu.

Ten sam sens znajdujemy w symbolice chrztu. Kiedy ciało materialne umiera, zostaje złożone do grobu. Kiedy przez pokutę decydujemy się złożyć do grobu nasze ciało grzechu, symbolizujemy ten fakt zanurzeniem w wodę. Izrael wychodzący z Egiptu musiał przejść po dnie morza - Paweł pisze, że "wszyscy przez Mojżesza zanurzyli się w obłoku i morzu" (1 Kor. 10:2) - jako zakończenie ich dotychczasowego życia w Egipcie i przejście do nowego życia wiary w Bożą obietnicę. Jan Chrzciciel zanurza pokutujących Żydów w wodach Jordanu jako symbol pokuty z grzechów i przypomnienie przymierza zawartego z Bogiem. Polecenie chrztu, które Pan pozostawił uczniom do wykonywania, ma ten sam sens zmiany dokonywanej przez wierzących poprzez poddanie się naukom Pańskim: "Udzielajcie im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! Nauczajcie ich, aby zachowywali wszystko, co wam nakazałem" (). Fragment łączy te dwa wątki chrztu i ukrzyżowania, aby opisać doświadczenie wierzących w walce z grzechem w ciele:

"Czy chcemy przez to powiedzieć, że powinniśmy trwać w grzechu, aby łaska się upowszechniła? (2) Ależ nie! Skoro umarliśmy dla grzechu, jakże moglibyśmy nadal w nim żyć? (3) Czy nie wiecie, że my, którzy zostaliśmy ochczeni w Chrystusie Jezusie, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierci? (4) Przez chrzest zostaliśmy pogrzebani razem z Nim w śmierci po to, aby wejść w nowe życie, tak jak Chrystus został wskrzeszony z martwych dla chwały Ojca. (5) Bo jeśli zostaliśmy złączeni z Nim przez śmierć podobną do Jego śmierci, będziemy także złączeni przez podobne zmartwychwstanie. (6) To wiedzmy, że już nigdy nie wolno nam służyć grzechowi, ponieważ nasz stary człowiek został razem z Nim ukrzyżowany, aby grzeszne ciało uległo zniszczeniu."

Trzeba w kontekście tematu obecnego wykładu zauważyć, że chrzest wierzących - zanurzenie w śmierć ciała grzechu - jest chrztem takim samym, jak chrzest Pana. Przez chrzest "zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierci", a więc mówimy o tego samego rodzaju doświadczeniu. Jezus, jak każdy człowiek, miał w swoim ciele grzech. Wcześniej pisałem, że hamartia oznacza uchybienie celu. Jezus skoncentrowany był na wypełnieniu swojej misji wydawania świadectwa, jednak w tym celu potrzebował ustawicznej kontroli i poddawania swojego ciała w niewolę. Ostatnie wydarzenia jego życia dopełniły dzieła. "Otóż wypadało," pisze Paweł, "aby Ten, który jest przyczyną i celem wszystkiego, który wielu synów chce doprowadzić do chwały, udoskonalił przez cierpienie dawcę ich zbawienia" (Hbr. 2:10). Tekst grecki dosłownie mówi o 'dokończeniu' naszego Pana (gr. teleioō G5048). Bóg rozmaitymi swoimi opatrznościami zadbał, aby charakter Jezusa został rozwinięty bez zarzutu. Jednak ostatnim etapem rozwoju charakteru jest jego krystalizacja - wartość wypróbowanej wiary, o której pisze apostoł Piotr (1 Pt. 1:6,7). To jest ostatni etap rozwoju i w tym sensie jest jego dokończeniem/ udoskonaleniem. W ten sposób udoskonalony musiał być charakter Chrystusa.

Wcześniej pisałem o instrukcjach naturalnych i nabytych. Pojęciem charakteru określam instrukcje nabyte, czyli cechy, które możemy rozwijać przez wiarę na obraz Chrystusa - to, co apostoł Paweł nazywa owocem ducha (). Jego przeciwieństwem są uczynki ciała (Gal. 5:19-21). Nie mamy w Biblii podstaw sądzić, aby charakter Pana obciążony był jakimkolwiek uczynkiem ciała. Niemniej z pewnością człowiek-Jezus obciążony był instrukcjami naturalnymi, które jak wcześniej pisałem, mogły prowadzić do grzechu (uchybienia celu posłuszeństwa Bogu). Instynkt samozachowawczy był instrukcją, na punkcie której Pan był najciężej sprawdzany w ostatniej dobie swojego życia. Nie da się instrukcji naturalnych usunąć, wymazać. Ale można nad nimi panować, czego przykład dał Jezus swoją wiernością aż do śmierci. I tutaj pojawia się myśl analogiczna do tej wyrażonej przez Pawła w Hbr. 2:10. W Hbr. 10:14 apostoł pisze bowiem o wierzących, że przez ofiarę Chrystusa zostali uczynieni doskonałymi ci, którzy są ustawicznie poświęceni. Poświęceni, czyli oddzieleni dla celów Bożej służby (gr. hagiazo G0037); 'przez ofiarę Chrystusa,' czyli przez jej naśladownictwo. Wierzący zatem są wydoskonaleni tak, jak wydoskonalony był Pan - poprzez wierne pozostawanie w oddzieleniu pomimo cierpienia (niepoddawanie się instrukcjom ciała).

Ofiara za grzech arcykapłana

Myśl ta jest symbolicznie pokazana w ceremonii Dnia Pojednania. Raz w roku według prawa Mojżesza arcykapłan składał ofiary, które w sposób obrazowy pokazywały ofiary składane pod Nowym Przymierzem za dom wiary. Nie będę tutaj wchodził w szczegóły. Zainteresowanego czytelnika odsyłam w tym celu do wykładu . Tutaj natomiast chciałbym się skupić na arcykapłanie, który przedstawiał jednoosobowo naszego Zbawiciela. Oczywistym bowiem jest, że arcykapłan składał ofiarę za lud (ponieważ wszyscy jesteśmy obciążeni grzechem). Ale ceremonia zaczyna się od czegoś innego: "Aaron przyprowadzi cielca na ofiarę przebłagalną za siebie i dokona obrzędu zadośćuczynienia za siebie i za swoją rodzinę. Następnie zabije cielca na ofiarę przebłagalną za siebie" (Kpł. 16:11). Zwierzę ofiarne przedstawia cielesność, która musi zostać zabita/ ukrzyżowana/ zanurzona w śmierć. Fakt, iż arcykapłan składa ofiarę przebłagalną za siebie, pokazuje, że także nasz Pan - arcykapłan Nowego Przymierza - taką ofiarę musiał złożyć; musiał 'oddzielić' swoją cielesność, aby jego służba mogła być wykonana w pełni i bez zarzutu. Apostoł Paweł tak pisze o ofierze arcykapłana składanej za siebie:

"Każdy bowiem najwyższy kapłan, brany spośród ludzi, dla ludzi też jest ustanawiany w sprawach Bożych, aby składał dary i ofiary za grzechy. (2) Potrafi on współczuć tym, którzy błądzą nieświadomie, gdyż i sam podlega słabości. (3) Z tego też powodu musi składać ofiary za grzechy zarówno w imieniu ludu, jak i własnym. (4) A nikt nie może przyjąć tej godności, jeśli nie jest powołany przez Boga jak Aaron. (5) Toteż i Chrystus nie sam siebie okrył chwałą najwyższego kapłana. Uczynił to Ten, który powiedział do Niego: Ty jesteś moim Synem, Ja Ciebie dziś zrodziłem. (6) Podobnie mówi w innym miejscu: Ty jesteś kapłanem na wieki na wzór Melchizedeka. (7) On to podczas swego ziemskiego życia, z wielkim wołaniem i łzami zanosił błagania i prośby do Tego, który mógł go ocalić od śmierci. I został wysłuchany dzięki swej uległości! (8) Chociaż był Synem, przez cierpienia nauczył się posłuszeństwa. (9) Tak udoskonalony, stał się przyczyną wiecznego zbawienia dla wszystkich, którzy są Mu posłuszni. (10) A Bóg ogłosił Go najwyższym kapłanem na wzór Melchizedeka" (Hbr. 5:1-10).

Nasz Pan za życia w ciele 'podlegał słabości', jak każdy człowiek. Największą słabością z punktu widzenia jego służby, jak wcześniej pisałem, był instynkt samozachowawczy, który nakazywał ratowanie swojego życia raczej niż dobrowolne wydanie go na śmierć. Wołanie "Mój Ojcze, jeśli to możliwe, niech mnie ominie ten kielich" () jest ekspresją tej właśnie części natury Pana. Jezus wołał "do Tego, który mógł go ocalić od śmierci". Zbawiciel jednak według słów Pawła był uległy i poddał się w pełni woli Ojca. "Jednak niech się stanie nie jak ja chcę, ale jak ty." Instynkt samozachowawczy został zatem w naszym Panu symbolicznie ukrzyżowany, aby jego ciało mogło zostać złożone na ołtarzu czyste i pozbawione skazy. Doskonałość bowiem, wracając do Hbr. 10:14, jest wynikiem niezachwianej woli poświęcenia. Tak czyniąc, możemy składać Bogu ofiarę z naszych ciał jako "ofiarę żywą, świętą, miłą Bogu" ().

Dopóki trwamy w poświęceniu, dopóty jego uczynki 'przykrywają' niedoskonałość naszych ciał niczym szata. W tym znaczeniu rzeczywiście symbol szaty pojawia się wielokrotnie w Piśmie Świętym, m.in. Mt. 22:1-14; Jak. 1:22-25; Hi. 29:14; Ps. 132:9,16; Iz. 61:10; Za. 3:4. W Obj. 19:7 czytamy o Oblubienicy Chrystusa, że "Ubrano ją w lśniący, czysty bisior, a tym bisiorem są sprawiedliwe czyny świętych". W 28. rozdziale księgi Wyjście dowiadujemy się, że arcykapłan nosił szaty szczególne, ale ich elementem także była suknia z bisioru (Wj. 28:39). W ten sposób arcykapłan składający ofiarę na ołtarzu pokazuje, że ciało, które ofiarowuje, zostało usprawiedliwone czynami poświęcenia i może być przyjęte jako ofiara doskonała. Jezus Chrystus takie czyny poświęcenia wykonywał i dlatego jego ofiara została przyjęta. On z kolei poświęcił się za uczniów i pozostawił im wzór, aby i oni zostali poświęceni w prawdzie i mogli składać własne ciała jako ofiarę godną przyjęcia (Jn. 17:17-19).


Przekłady Biblii wykorzystane w wykładzie:
Edycja Świętego Pawła (domyślnie)
GP - Grecko-Polski Nowy Testament, wydanie interlinearne Vocatio
 
Data publikacji: 02-05-2026
Ostatnia aktualizacja: 02-05-2026

Jerzy Iwański
komentarzbiblijny.pl