Definicja grzechu
Przedmiot wykładu: zgodnie z definicją podaną w 1 Jn. 3:4, grzech jest przekroczeniem prawa. Wykład analizuje pojęcie grzechu w kontekście prawa Mojżesza i prawa Chrystusa. Omawia pojęcie 'ciała grzechu', problem świadomości w popełnieniu grzechu oraz podkreśla wagę postępowania w wierze, nadziei i miłości, wskazując jednocześnie zastosowanie prawa Mojżesza w życiu chrześcijanina.
"Każdy, kto popełnia grzech, przekracza też prawo, ponieważ grzech jest przekroczeniem prawa" (1 Jn. 3:4)
Grzech należy do fundamentalnych pojęć w doktrynie. Wystarczy wspomnieć, że greckie hamartia [G0266] w ten sposób tłumaczone pojawia się w Nowym Testamencie 174 razy. Apostoł Jan pisze, że "Kto popełnia grzech, jest z diabła, gdyż diabeł od początku grzeszy. Po to objawił się Syn Boży, aby zniszczyć dzieła diabła" (1 Jn. 3:8). Jezus przyszedł zniszczyć dzieła diabła, ergo przyszedł zniszczyć grzech. "Każdy więc, kto w nim trwa, nie grzeszy" (1 Jn. 3:6). Z kolei przez proroka Ezechiela Bóg mówi, że "Dusza, która grzeszy, ona umrze" (Ez. 18:4). Chcemy zatem 'trwać w Chrystusie', aby pozyskać życie. Trwać w nim, a więc nie grzeszyć. Problem eliminacji grzechu należy widzieć jako podstawową egzystencjalną potrzebę człowieka. Intuicyjnie wiemy, czym jest grzech. Jednak taką intuicję posiadają także "poganie, którzy nie mają prawa, [ale] z natury czynią to, co jest w prawie" (Rzym. 2:14,15). Wiara tymczasem oznacza krok naprzód; oznacza nie tylko zdolność (intuicyjnego) podjęcia działania, ale także ocenę jego motywów.
Grzech definiuje apostoł Jan jako 'przekroczenie prawa' (1 Jn. 3:4). Wspomniana wcześniej hamartia jest m.in. terminem łuczniczym oznaczającym uchybienie celu. Sięgając do źródłosłowu, znajdujemy meros [G3313] oznaczające integralną część (całości) poprzedzone negatywnym przedrostkiem alfa. Prawo to greckie nomos [G3551], natomiast 'przekroczenie prawa', o którym czytamy w 1 Jn. 3:4, to anomia [G0458], czyli nomos z negatywnym przedrostkiem. Choć anomia może oznaczać 'przekroczenie prawa' lub 'brak prawa', we wszystkich przypadkach jego występowania w Nowym Testamencie kontekst jednoznacznie podpowiada pierwsze z wymienionych znaczeń. Można zatem widzieć grzech jako uchybienie celu, który przed jego wykonawcą stawia prawo, lub jako działanie, które nie jest integralną częścią zbioru działań (etycznych, moralnych) pożądanych przez prawo; nie mieści się w tym zbiorze. Z tej perspektywy patrząc, pojęcie grzechu jest czytelne.
Ważne jest podkreślenie pojęcia zbioru, którego częścią ma być meros. Prawo co do zasady reguluje, co trzeba robić lub czego robić nie wolno i w tym wymiarze nakłada moralne/ etyczne ramy ludzkiego działania. Są oczywiście działania, które są obojętne z tego punktu widzenia. Wybór koloru koszuli, którą dzisiaj założę lub wybór kawy zamiast herbaty nie podlegają ocenie według kryterium zgodności z prawem. Nie popełnię grzechu, podejmując tego rodzaju decyzje. Wziąć trzeba także pod rozwagę problem świadomości przekroczenia prawa. Czy popełniam grzech, łamiąc przykazanie w nieświadomości jego istnienia? Nowy i Stary Testament udzielają na to pytanie odmiennych odpowiedzi. Stary Testament zainteresowany jest wypełnieniem przepisu w sensie obiektywnym. "Przestrzegajcie więc moich ustaw i moich praw, bo jeśli człowiek je wypełnia, będzie przez nie żył" (Kpł. 18:5). Z drugiej strony, "Przeklęty, kto nie trwa w wypełnianiu słów tego prawa" (Pwt. 27:26).
Dobrej ilustracji powyższego dostarcza przypadek Uzzy, który eskortował Arkę Przymierza podczas transportu. "A gdy przybyli do klepiska Nachona, Uzza wyciągnął rękę do arki Boga i pochwycił ją, gdyż woły ją szarpnęły. (7) I zapłonął gniew PANA przeciwko Uzzie, i Bóg zabił go za uchybienie. I umarł tam przy arce Boga" (2 Sm. 6:6,7). Dobre intencje Uzzy wydają się oczywiste: jego interwencja miała na celu zapobiec upadkowi i uszkodzeniu Arki. Przepis był jednak jednoznaczny: "nie będą dotykać świętych przedmiotów, aby nie umarli" (Lb. 4:15). Niezależnie od intencji, Uzzę spotyka śmierć, ponieważ złamał wprost wyrażony przepis prawa. Warto wspomnieć, że Zakon podejmował problem grzechu w nieświadomości. Zgodnie z Lb. 15:22-29, taki grzech, zarówno indywidualny, jak i wspólnotowy, wymagał złożenia stosownej ofiary. "I kapłan dokona przebłagania za człowieka, który zbłądził, grzesząc wobec PANA nieświadomie; dokona za niego przebłagania i będzie mu przebaczone" (Lb. 15:28).
W Nowym Testamencie przestępstwo prawa jest grzechem przeciwko znajomości. Jakub pisze: "Kto więc umie dobrze czynić, a nie czyni, popełnia grzech" (Jak. 4:17). Przy czym 'umie' jest tłumaczone z greckiego eido [G1492] oznaczającego 'widzieć'. Niezbędna jest zatem świadomość człowieka podejmującego działanie; własna negatywna ocena czynu, który planuję podjąć. Zgadza się z tym apostoł Paweł: "Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu poznania prawdy, to nie pozostaje już ofiara za grzechy" (Hbr. 10:26). Ofiarą za grzech było świadectwo o prawdzie wydane przez naszego Pana Jezusa (Jn. 18:37; 1 Tm. 2:4-6). Jeśli osoba poznała to świadectwo i przeciw niemu grzeszy, nie pozostaje już żadna ofiara, ponieważ nie ma żadnej innej prawdy, przez którą moglibyśmy być zbawieni. Jakub jednak w swojej definicji podkreśla: "to jest to jego [autos] grzech" (Jak. 4:17). Nie wszyscy bowiem mamy ten sam zasób prawdy. Ten sam czyn będzie grzechem dla jednego (tego, który rozumie), a dla drugiego nie.
Ilustracji powyższej myśli dostarcza zdrada Jezusa. Judasz, który się jej dopuścił, nazwany został przez Jezusa 'synem zatracenia' (Jn. 17:12). Uwierzył w Jezusa, przyjął jego Ewangelię i odrodził się z ducha w ciągu ponad trzech lat słuchania i wykonywania nauk Mistrza (Jn. 15:3,4). Jego zdrada była grzechem w pełni świadomym. Dlatego "Lepiej byłoby dla tego człowieka, aby się nie urodził" (Mt. 26:24). Gdyby nie uwierzył w Jezusa i nie narodził się z ducha, jego zdrada nadal byłaby złem, ale nie byłaby grzechem na śmierć. W lepszej sytuacji są Żydzi, którzy w Jezusa nie uwierzyli. Oni także spiskowali przeciw Jezusowi, żeby go zabić. Głosowali, aby zwolnić z aresztu mordercę raczej niż Syna Bożego. A jednak wzywając ich do pokuty, apostoł Piotr podkreśla, że "uczyniliście to z nieświadomości, tak jak wasi przełożeni ... Dlatego pokutujcie i nawróćcie się, aby wasze grzechy były zgładzone" (Dzieje 3:17-19). Tam, gdzie zło wynika z nieświadomości, tam jest miejsce na pokutę ('zmianę myślenia').
Z drugiej strony, "Niemożliwe jest ... żeby tych, którzy raz zostali oświeceni i zakosztowali daru niebieskiego, i stali się uczestnikami Ducha Świętego; (5) Zakosztowali też dobrego słowa Bożego i mocy przyszłego wieku; (6) A odpadli – ponownie odnowić ku pokucie" (Hbr. 6:4-6). Świadomość popełniania zła rodzi ryzyko niemożności podjęcia pokuty, a tym samym odejścia na wieczną śmierć. Nawet, jeśli jest to tylko jeden grzech, ale odpowiednio dużej wagi, jak w przypadku Judasza. Jezus wyraźnie podkreśla znaczenie tego elementu, kiedy porównuje grzech przeciwko Synowi z grzechem przeciwko duchowi: "Każdy grzech i bluźnierstwo będzie ludziom przebaczone, ale bluźnierstwo przeciwko Duchowi Świętemu nie będzie ludziom przebaczone. (32) I ktokolwiek powie słowo przeciwko Synowi Człowieczemu, będzie mu przebaczone, ale kto mówi przeciwko Duchowi Świętemu, nie będzie mu przebaczone ani w tym świecie, ani w przyszłym" (Mt. 12:31,32).
Różnicę między tymi dwoma rodzajami grzechu wskazał Piotr w powyżej cytowanej wypowiedzi do Żydów: "uczyniliście to z nieświadomości". Świadomość ma fundamentalne znaczenie w dyskusji o grzechu, ponieważ celem Ewangelii jest odnowa świadomości, której wynikiem będzie zaniechanie grzechu. "Bądźcie więc doskonali, tak jak doskonały jest wasz Ojciec, który jest w niebie" (Mt. 5:48). Doskonałość, do której wzywa Jezus, jest doskonałością ducha; przemianą umysłu i charakteru, która ma nas uczynić obrazem Boga - tak, jak zostało to już w Edenie ogłoszone (Rdz. 1:26,27). Taki jest cel i taki ma być finał całego Boskiego Planu, o którym naucza Biblia. Środkiem do tego celu jest duch Pański. Jezus mówi o 'duchu prawdy', ponieważ jest on wszystkim, co z prawdą się wiąże: jej treścią (1 Jn. 4:1-3), zdolnością rozumienia (Jn. 16:13) oraz wolą poznawania i stosowania (Rzym. 5:5). Wynikiem działania ducha prawdy jest narodzenie się 'nowego człowieka' - nowego bytu - obejmującego odnowiony umysł oraz charakter (Jn. 3:1-8).
Warunkiem narodzenia się nowego człowieka jest 'zanurzenie w śmierć' człowieka starego - sposobu myślenia i postępowania rozwiniętego bez wiary (Rzym. 6:1-6). Jeśli jednak świadomie popełniamy zło, to znaczy, że 'stary człowiek' wcale nie umarł. Nadal żyje i nadal działa. Taka sytuacja nie jest możliwa w dłuższej perspektywie. Zastosowanie ma tutaj zasada podana przez Pana: "żadne miasto albo dom podzielony wewnętrznie nie przetrwa" (Mt. 12:25). Tak też nie przetrwa stary i nowy człowiek w jednym. "Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował, albo jednego będzie się trzymał, a drugim pogardzi" (Mt. 6:24). Ostatecznie przewagę weźmie nowy człowiek bądź stary człowiek. Jeśli stary, to może być przypadek, o którym pisze Paweł w Hbr. 6:4-6 - pokuta może nie być możliwa dla kogoś, kto przyjął ducha prawdy, a następnie go w sobie zagasił, ponieważ żadna 'inna' prawda ku zbawieniu nie zostanie nam udostępniona.
Nowy Testament utożsamia grzech z ciałem. O tym w kontekście definicji grzechu trzeba wspomnieć, bowiem nie ciało materialne jest problemem, ale zapisane w tym ciele algorytmy zachowania, które składają się na charakter. Ciało jest systemem automatycznym. Kiedy przychodzi określony bodziec, wyzwolona zostaje odpowiadająca mu reakcja. Problem zaczyna się, kiedy charakter ukształtowany bez wiary wyzwala reakcję, która nie jest tym, co umysł odnowiony wiarą w Chrystusa chciałby w tym momencie zrobić. Taki charakter nazywa apostoł Paweł 'ciałem grzechu' (Rzym. 6:6). Sugestywnie opisuje apostoł swoje doświadczenia z tym związane: "Tego bowiem, co robię, nie pochwalam, bo nie robię tego, co chcę, ale czego nienawidzę, to robię ... Teraz więc już nie ja to robię, ale grzech, który we mnie mieszka. (18) Gdyż wiem, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro, bo chęć jest we mnie, ale wykonać tego, co jest dobre, nie potrafię. (19) Nie czynię bowiem dobra, które chcę, ale zło, którego nie chcę, to czynię" (Rzym. 7:15-19).
Nad tym nie możemy przejść do porządku dziennego. "Czy nie wiecie, że niesprawiedliwi nie odziedziczą królestwa Bożego? Nie łudźcie się: ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani zniewieściali, ani mężczyźni współżyjący ze sobą; (10) Ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani złorzeczący, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego" (1 Kor. 6:9,10). Jeżeli mój charakter jest przyczyną niesprawiedliwości, to znaczy, że ja jestem jej przyczyną. Z drugiej strony nie jesteśmy bezbronni wobec tej sytuacji. Duch wiary nie tylko bowiem ma moc wyegzekwować postępowanie zgodne z prawem Chrystusa, ale czyniąc to, z czasem spowoduje ukształtowanie się nowych wzorców zachowania; przykrycie ciała grzechu szatą sprawiedliwości (Jak. 1:22-25; Obj. 19:8). To jest proces, mniej lub bardziej długotrwały, ale niezbędny, ponieważ "dom podzielony wewnętrznie nie przetrwa". Ciało charakteru musi dorosnąć do standardu wyznaczonego przez ducha umysłu, aby wszystko razem stanowiło chrystusową doskonałość dającą 'nadzieję chwały' (Kol. 1:27).
Trzeba również w kontekście definicji grzechu podanej przez apostoła Jana w 1 Jn. 3:4 niezbędnie zastanowić się, czym jest to prawo, którego złamanie oznaczać będzie grzech. W wykładzie Prawo wolności pisałem, że prawo Chrystusa jest prawem zasad. Nie przepisów, które dyktują konkretne postępowanie w szczegółowo określonych okolicznościach, ale zasad, które formułują ogólne cele postępowania. W 1 Kor. 13:13 apostoł Paweł wskazuje trzy zasady prawa Chrystusa: wiarę, nadzieję i miłość. Celem miłości jest posłuszeństwo Bogu i dobra wola wobec bliźniego. Wiara jest postępowaniem w prawdzie, a nadzieja konsekwentną realizacją naszego poświęcenia Bogu. Te trzy zasady są probierzem, który pozwala ocenić 'prawidłowość' postępowania w świetle prawa Chrystusa w każdych okolicznościach. Są konstytucją, którą stosujemy bezpośrednio z pominięciem zewnętrznie narzuconych ustaw. Choć ustawy można na ich podstawie tworzyć. Taką ustawą jest Zakon Mojżesza, choć jej stosowanie ograniczone jest wyłącznie do naturalnych potomków Abrahama.
Takie ustawy możemy przyjmować sami dla siebie. "A tego, kto jest słaby w wierze, przyjmujcie," zachęca w liście do Rzymian apostoł Paweł, "lecz nie po to, aby sprzeczać się wokół spornych kwestii. (2) Jeden bowiem wierzy, że może jeść wszystko, a inny, będąc słaby, jada jarzyny. (3) Ten, kto je, niech nie lekceważy tego, który nie je, a ten, kto nie je, niech nie potępia tego, który je, bo Bóg go przyjął. (4) Kim jesteś ty, że sądzisz cudzego sługę? Dla własnego Pana stoi albo upada. Ostoi się jednak, gdyż Bóg może go utwierdzić. (5) Jeden bowiem czyni różnicę między dniem a dniem, a drugi każdy dzień ocenia jednakowo. Każdy niech będzie dobrze upewniony w swoim zamyśle. (6) Kto przestrzega dnia, dla Pana przestrzega, a kto nie przestrzega dnia, dla Pana nie przestrzega. Kto je, dla Pana je, bo dziękuje Bogu, a kto nie je, dla Pana nie je i dziękuje Bogu. (7) Nikt bowiem z nas dla siebie nie żyje i nikt dla siebie nie umiera. (8) Bo jeśli żyjemy, dla Pana żyjemy, jeśli umieramy, dla Pana umieramy" (Rzym. 14:1-8).
Dwie obserwacje warto poczynić na temat powyższego fragmentu. Po pierwsze, nakładanie na siebie zobowiązań o charakterze przepisu utożsamia apostoł ze słabością wiary. Celem powoływania przepisów jest zabezpieczenie się przed Bogiem. Jeśli będę miał zestaw konkretnych przepisów i będę mógł wykazać ich spełnianie, wówczas żadna kara Boska mnie nie spotka. Mówimy zatem o braku zaufania, a zaufanie jest jednym z dwóch znaczeń pistis, które zwykle jest tłumaczone w przekładach jako 'wiara'. Stąd słaba wiara jest matką przepisu. Przykładem powyższego mogą być przepisy dotyczące sabatu. Tora zawiera na temat odpoczynku jedno zdanie, które jest powtórzone kilkakrotnie w różnych jej częściach, ale zawsze w podobnym brzmieniu: "Przez sześć dni będziesz wykonywać swoją pracę, ale siódmego dnia odpoczniesz, aby odpoczął twój wół i twój osioł i żeby odetchnął syn twojej niewolnicy i przybysz" (Wj. 23:12). Jednocześnie jednak pojawiła się sanckja śmierci za złamanie sabatu (Wj. 31:14).
Szczególnie po incydencie opisanym w Lb. 15:32-35, kiedy to z polecenia Bożego został ukamienowany człowiek przyłapany na zbieraniu drewna na pustyni w sabat, należało koniecznie doprecyzować, czym jest praca, której nie wolno wykonywać. W Misznie, czyli pierwszym spisanym kodeksie prawa ustnego judaizmu, traktat dotyczący sabatu liczy już 24 rozdziały. W późniejszym Talmudzie treść tę wzbogacono o tzw. Gemarę - obszerny komentarz zawierający m.in. wyjaśnienia pojęć, dyskusje rabinów, opowieści, rozstrzygnięcia i porównania z innymi tradycjami. To wszystko na podstawie jednego zdania Tory. Wiele czasu i wysiłku wymaga opanowanie tego materiału i dowiedzenie się, co jest pracą w sabat, a co nią nie jest i zastosowanie tego w praktyce. Kiedy jednak już to się stanie, przychodzi poczucie bezpieczeństwa, a nawet dumy i zadowolenia z wykonania tak wielkiego wyzwania. Tak postępowali i tak myśleli o sobie uczeni w Piśmie w czasach Jezusa.
Tymczasem podstawową przesłanką Nowego Testamentu jest niemożność usprawiedliwienia się przed Bogiem na podstawie przestrzegania przepisów. "Pozbawiliście się Chrystusa wszyscy, którzy usprawiedliwiacie się przez prawo; wypadliście z łaski," napisze apostoł Paweł do Galacjan (Gal. 5:4). Do Hebrajczyków natomiast napisze, że zostało "zniesione poprzednie przykazanie z powodu jego słabości i nieużyteczności. (19) Prawo bowiem nie uczyniło niczego doskonałym, ale na jego miejsce została wprowadzona lepsza nadzieja, przez którą zbliżamy się do Boga" (Hbr. 7:18,19). Tą 'lepszą nadzieją' jest sprawiedliwość z wiary. Ponieważ prawo nie może nas usprawiedliwić przed Bogiem, nie może nas także potępić. Prawo jest "siłą grzechu" (1 Kor. 15:56). Jeśli zostało "zniesione poprzednie przykazanie", nie ma mowy o grzechu z powodu jego nieprzestrzegania. Jest jednak wyjątek od tej reguły: przepisy, które sami na siebie nakładamy. I to jest druga obserwacja na temat Rzym. 14:1-8.
Nakładając na siebie zobowiązania w formie przepisu, jesteśmy nimi związani tak, jak prawem Bożym, ponieważ 'kto przestrzega, dla Pana przestrzega'. Ważne jest wówczas zachowanie zasady konsekwencji. "Każdy niech będzie dobrze upewniony w swoim zamyśle", tak aby potrafił pewnie realizować swoje śluby Bogu (Rzym. 14:5). W taki sposób postąpił sędzia Jefte. Przed walką z Ammonitami "Jefte złożył PANU ślub, mówiąc: Jeśli naprawdę wydasz synów Ammona w moje ręce; (31) Wtedy to, co wyjdzie z drzwi mego domu naprzeciw mnie, gdy wrócę w pokoju od synów Ammona, będzie należało do PANA albo ofiaruję to na całopalenie" (Sdz. 11:30,31). Pierwszą osobą, która wyszła na spotkanie zwycięskiemu Jeftemu, była jego jedyna córka. "I gdy ją zobaczył, rozdarł swoje szaty i powiedział: Ach, moja córko, bardzo mnie zasmuciłaś! I jesteś z tych, którzy mnie zasmucają, bo złożyłem ślub PANU i nie mogę tego cofnąć" (Sdz. 11:35). Ślub Jeftego był dobrowolny. Jednak był on nim związany tak jak prawem Bożym.
Zasadą, która determinuje potrzebę wykonywania własnych zobowiązań, jest zasada konsekwencji: "wasza mowa niech będzie: Tak – tak, nie – nie. A co jest ponadto, pochodzi od złego" (Mt. 5:37). "Człowiek umysłu dwoistego niestały we wszystkich swoich drogach ... niech nie myśli, że coś otrzyma od Pana" (Jak. 1:7,8). Bogu nie była potrzebna córka Jeftego. Tym bardziej nie są potrzebne nasze posty, święta lub inne ceremonie. Ważne jest natomiast uczenie się stosowania Pańskich przykazań; w tym przypadku, przykazania konsekwencji. Czy to oznacza, że przepis prawa stał się zbędny? Nie. Ale jego właściwym obszarem stosowania jest zasada prawdy. Zakon jest częścią tego, co uważamy za Słowo Boże, a więc jest częścią wiedzy, którą kierujemy się w podejmowaniu decyzji. Bowiem "Całe Pismo jest natchnione przez Boga i pożyteczne do nauki, do strofowania, do poprawiania, do wychowywania w sprawiedliwości; (17) Aby człowiek Boży był doskonały, do wszelkiego dobrego dzieła w pełni przygotowany" (2 Tm. 3:16,17).
Pisząc "całe Pismo", miał niewątpliwie apostoł Paweł na myśli Stary Testament, a więc i tę jego część, którą nazywamy Prawem. Jego przydatność lokuje apostoł między innymi w obszarze 'wychowywania w sprawiedliwości', a więc kształtowania pewnych nawyków. W tym sensie Mojżesz nie tylko był dla Żyda, ale nadal jest dla chrześcijanina 'pedagogiem prowadzącym do Chrystusa' (Gal. 3:24). Tam, gdzie brakuje chrystusowej dojrzałości, warto zwrócić się po radę do pedagoga. Podkreśliłbym jednak, że funkcja Zakonu dzisiaj jest zdecydowanie bliższa elementarzowi niż prawu karnemu. Jeśli zaczniemy się usprawiedliwiać z przepisu prawa, 'Chrystus na nic nam się nie przyda' (Gal. 5:2). Prawo Chrystusa to nie przepis, ale wiara, nadzieja i miłość. Dlatego też w świetle Nowego Testamentu bezcelowe jest szczegółowe definiowanie zachowań, które oznaczają grzech. Byłoby to de facto odwrotnym definiowaniem przepisu. Dojrzałość wiary tymczasem oznacza, że "już nie jesteśmy pod pedagogiem" (Gal. 3:25).
Oczywiście, przeciwko prawu Chrystusa także można zgrzeszyć; przeciwko wierze, nadziei i miłości. Prawo nadal obowiązuje, ale w innej formie. Nowy Testament przyniósł zmianę prawa z Mojżesza na Chrystusa, z przepisu na zasadę. I nie tylko to, ale przesunął środek ciężkości w naszej relacji do prawa. Tam, gdzie jest prawo przepisów, tam przestępstwo jest w centrum uwagi (Rzym. 3:19,20; Hbr. 10:3). W Chrystusie staramy się nie o to, jak nie popełniać grzechu, ale o to, jak popełniać dobro. Tutaj jest centralne pytanie Ewangelii: w jaki sposób najlepiej pomnożyć duchowy kapitał, który otrzymaliśmy. Jeśli będziemy w pełni przekonania skupieni na pozytywnym celu związanym ze służbą Bogu, grzech krzywdy nam nie zrobi. "Przede wszystkim miejcie gorliwą miłość jedni dla drugich, bo miłość zakrywa mnóstwo grzechów" (1 Pt. 4:8). Postępowanie w miłości zapewni niezbędną szatę sprawiedliwości, która zakryje niedoskonałość naszych ciał i zapewni wejście do królestwa Chrystusa (Obj. 19:8).
Warto jeszcze na koniec wspomnieć o różnicy między grzechem, a działaniem nieetycznym. W perspektywie aksjologicznej, grzech jest złem. W wykładzie Zło i istnienie Szatana pisałem, że niezbędnymi cechami zła jest postępowanie w świadomości oraz złej woli. Z powyższych rozważań wynika, że grzech takimi cechami się odznacza. Nieraz jednak podejmujemy działania wadliwe etycznie: podejmowane w stanie wahania, bazujące na niepełnej wiedzy lub kłamstwie, bez wyraźnie określonego celu, bez zgody na zmierzenie się z konsekwencjami. Czasami trzeba podjąć decyzję pod presją czasu, bez możliwości zdobycia dodatkowych danych. To będą sytuację obiektywnie wadliwe z punktu widzenia zasad prawa Chrystusa. Nie muszą jednak stać się dla nas grzechem. W ich ocenie najważniejszy będzie element świadomości; na ile zdaję sobie sprawę z tego, co robię. Moje postępowanie może być przyczyną tragedii dla mnie lub dla bliźniego, lecz bez świadomości tej możliwości nie popełnię grzechu.
Trzeba jednak podkreślić: grzechu, czyli takiego czynu, który 'skreśli' mnie w oczach Boga i skaże na wieczną śmierć. Oczywistym jest, że przestępstwo obiektywnie istniejących praw rodzi obiektywne konsekwencje, czasem łącznie z utratą życia doczesnego. Jednak tylko grzech w rozumieniu Hbr. 10:26 przyniesie konsekwencję w postaci utraty życia wiecznego. To jest czyn, do którego ograniczyłbym definicję słowa 'grzech'. To jest czyn, który oznacza 'mówienie przeciwko duchowi', który w nas mieszka przez wiarę w Chrystusa (Mt. 12:31,32). To jest grzech, który nie podlega korekcie. Czyli jest de facto działaniem przeciwko własnej duszy. Między tym, a bezbłędnym przestrzeganiem prawa, jest cała paleta zachowań, które powyżej określiłem jako 'działania nieetyczne'. To są przestępstwa prawa, które podlegają korekcie. I my, którzy dzisiaj wierzymy w Chrystusa, mamy perspektywę stać się sędziami, którzy pomogą ludzkości tej korekty dokonać w przyszłym królestwie Chrystusa (1 Kor. 6:2; Obj. 20:4).
Jeśli jednak taka jest nasza nadzieja, tym bardziej od nas wymagać się będzie wysokich kwalifikacji. Skoro obecny świat ma zakończyć się przyjściem Pana w płomieniach apokalipsy, "to jakimi wy powinniście być w świętym postępowaniu i pobożności; (12) Oczekując i spiesząc się na przyjście dnia Boga, w którym płonące niebiosa rozpuszczą się, a rozpalone żywioły się roztopią. (13) Lecz my, zgodnie z jego obietnicą, oczekujemy nowych niebios i nowej ziemi, w których mieszka sprawiedliwość. (14) Dlatego, umiłowani, oczekując tego, starajcie się, abyście zostali przez niego znalezieni bez skazy i nienaganni, w pokoju; (15) A cierpliwość naszego Pana uważajcie za zbawienie..." (2 Pt. 3:11-15). Dla wierzącego Kościoła dzisiaj jest 'dzień zbawienia' (2 Kor. 6:2). Wykorzystujmy ten czas, aby Pan przy swoim przyjściu mógł zastać nas 'bez skazy i nienagannymi'. "Abyśmy, usprawiedliwieni jego łaską, stali się dziedzicami zgodnie z nadzieją życia wiecznego" (Tyt. 3:7).